Top-spiele #17: Krajobraz rzeczywistości po rundzie jesiennej Bundesligi

Jesteśmy po 15 kolejce, w połowie przerwy zimowej, czekamy na wznowienie rozgrywek niemieckiej Bundesligi. To dobry czas, by zastanowić się nad pozostawionym nam krajobrazem. Dotychczasowe efekty sporządzanego pejzażu, umówmy się, mało zaskakujące. Mało zaskakujące nie znaczy jednak nudne. Teraz trochę wniosków i konkluzji. Obędzie się czarowania, że mistrzem zostanie ktokolwiek inny niż Bayern Monachium.

Szczyt

Bayern rządzi i dzieli. Bayernowi miała dać o sobie znać zbyt krótka kołdra. Bo brakowało Daviesa, bo nie ma Musiali, bo transferowa ofensywa miała charakter kosmetyczny. Zdawać by się mogło – problem niebagatelny. Dla jednych problem, dla Kompanego przestrzeń do wprowadzania młodych diamencików. I tak objawił nam się chociażby Lennart Karl. Pod koniec bieżącego roku kłębiły się w mojej głowie myśli, czy nie wkradła się drobna zadyszka. Skoro zadyszką nazywam jednostkowy remis z Mainz otoczony zielonymi kwadracikami, to Boże – daj mi taką zadyszkę. Nawet jeśli materiał zaczynał się powoli przegrzewać, to przyszła przerwa zimowa. Fani „Bawarczyków”, bądźcie uśmiechnięci. Tabelaryczne twarde dane powalają na kolana, a meczom Bawarczyków na froncie Bundesligi ciężko się wnikliwie przyglądać, wszak najczęściej są to spektakle jednego aktora.

O BVB w trakcie minionej rundy było naprawdę sporo, dlatego teraz będzie krócej. Jeśli kogoś interesuje dogłębne, analityczne, osobiste wgryzienie się w tematykę Borussii Dortmund, odsyłam do poprzednich publikacji. Od lat trzymam kciuki za żółto-czarnych i jeśli miałbym te 15 kolejek podsumować jednym zdaniem, powiedziałbym: Powrót normalności ubranej w nieprzystające szaty. Wyniki relatywnie zadowalające, pozbawione wstydliwych wpadek, o stylu lepiej nie rozmawiać.

Kiedy zasiadałem przed ekran odbiornika, by konsumować Bayer Leverkusen, najczęściej nie kończyło się to dobrze dla ekipy Hjulmanda. To jednak wyłącznie mało znacząca dygresja, bo projekt pod wodzą Duńczyka zachowuje zacną ciągłość. Bayer nie wystrzega się co prawda wpadek, niemniej jednak skutecznie radzi sobie na trzech frontach i prezentuje przy tym przyjemny dla oka futbol. Letniej transferowej rewolucji nie nazwę jednoznacznie sukcesem. Jedne ruchy nie powstydziłyby się miana strzałów w dziesiątkę lub jej okolic (Maza, Quansah, Poku, Kofane), inne być może potrzebują więcej czasu. Pytanie, czy ten czas nadejdzie. Zauważalnym skutkiem ubocznym licznych roszad jest szeroka kadra, co za tym idzie niemała konkurencja. Dla klubu żaden problem, raczej zaleta. Inaczej sprawa brzmi w kontekście rozwoju jednostek, ich komfortu bycia. Reasumując, Leverkusen zapisujemy po stronie plusów.

Wciąż góra

Niegdyś pisałem, że Lipsk zyskał tożsamość i stabilizację. Zyskał, natomiast ostatnimi czasy w byczą rzeczywistość wkradają się pewne zaniechania. Oczekiwanie wobec „Die Rotten Bullen” mam spore, wszak obligują je wyłącznie krajowe rozgrywki. Ostatnie wątpliwej jakości popisy pozostawiają drobną rysę na pracy Ole Wernera. Liczne rysy na wizerunku Hoffenheim niweluje za to Christian Ilzer. Wyniki są, styl zadowalający, ciekawych postaci nie brakuje (Asslani, Burger). Wypada bliżej się poznać z ekipą „Wieśniaków”. W Stuttgarcie „pantha rhei”, raz lepiej raz gorzej, ale wciąż do przodu.

Do tej pory o Eintrachcie było zwykle pozytywnie. Jeśli są korzystne rezultaty, potencjalne problemy nikną w ich blasku, przechodzą niezauważalne lub zwyczajnie ich nie ma. Jak już te komplikacje się pojawiają, często eskalują, odwracając metaforyczną kartę. Jonathan Burkardt zdrowy to Eintracht posiadający bardzo dobrego napastnika. Jego brak równa się brak jakiejkolwiek alternatywy (coś w tej materii się dzieje – Ebnoutalib wkracza na okręt). Defensywa nie uległa co prawda przeobrażeniom personalnym, ale tym jakościowym już jak najbardziej. Dwie bramki stracone na mecz to zdecydowanie zbyt wiele dla drużyny tej klasy. Przy reaktywnym, dynamicznym usposobieniu taktycznym, wysoko ustawionym pressingu, defensywa narażona jest na straty, szczególnie jeśli jej ogniwa bywały w lepszej dyspozycji.

Głębsze rewiry stawki, szczególnie Wilki i Augsburg

Im dalej w las, tym coraz mniej pociągająco. Oczywiście nie bez wyjątków. Intrygującymi z polskiej perspektywy projektami są ten z M’Gladbach, czy ten z Kolonii. Tą ciekawość odzwierciedla spora liczba miejsca, którą poświęciłem tym drużynom w trakcie rundy jesiennej. Na dziś dzień przerwa dla drużyny Lukasa Kwasnioka to chyba najlepsze, co mogło się wydarzyć. Uzasadnienie tkwi w wynikach. Union Berlin jest jaki jest (siermiężny i toporny), ale jest. Freiburg stać na więcej. Werder Horsta Steffena miał obiecującą chwilę, która nie przerodziła się w systematykę. Dobrą robotę wykonuje w Hamburgu Merlin Polzin, a przeznaczenie spróbuje oszukać zamykająca stawkę trójka. Największe szanse daję ostatniej Moguncji. Ratunku nie dostrzegam dla Heidenheim, choć doceniam waleczną postawę. Mimo niskich umiejętności, kilku sowitych ciosów, ten pięściarz jeszcze stoi na nogach

Zatrzymam się na chwilę przy ananasach z Augsburga oraz Wolfsburga. Co łączy obie drużyny to prewencyjne zatrudnienie „strażaków”, mające zapobiec tragedii. Nie ziściły się wizje Sandro Wagnera, spalił na panewce pomysł (nie wiem jaki) Paula Simonisa. By być sprawiedliwym, zespoły wypada potraktować dwutorowo, mimo iż bezpośrednio sąsiadują ze sobą w tabeli. Różnica tkwi w potencjale kadrowym, choć zastanawiam się, czy nie kroczę w tym momencie wyświechtanym, utartym szlakiem myślowym. No bo nazwiska jak Svanberg, Majer, Wind, czy Koulierakis tkwią w świadomości obserwatora Bundesligi. Pytanie, czy odzwierciedlają swoją wartość w obiegu rzeczywistym. Jak widać, raczej nie do końca. Jeśli dodamy do tego karykaturalną defensywę „Wilków”, której honoru broni Kamil Grabara, mamy gotowy przepis na dramat. Ofensywnym ubezpieczycielem Mohamed Amoura, bez którego, ach strach pomyśleć, co bez niego.

Takiego Amoury nie mają w Augsburgu, nie mają nawet podobnych nazwisk. Od lat z Bundesligi lecą i sądzę, że wciąż nie wylądują na niższym szczeblu. Dlaczego ? Odpowiem ambitnie – bo tak. To integralna część ligi, część nieodzowna, choć rzadko dostarczająca estetycznych wrażeń (z niezłymi momentami za kadencji Jessa Thorupa – pamiętamy), swoiste niechciane dziecko. Opowiem więc teraz jak będzie. Manuel Baum utrzyma Augsburg w makiawelicznym stylu, tym samym ekipa z WWK Arena zakończy kolejny dobrze sobie znany cykl „życia na krawędzi”.

https://www.instagram.com/bezkressportu.pl/

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry