Top-spiele #15: BVB beka za minimalizm ; mieszanka wybuchowa w Kolonii

Który to już raz, szanowne BVB ! Obraz trwoniącej w końcówce wynik Borussii stał się względnie stałym elementem „krajobrazu”, a i tak wciąż bulwersuje. W Kolonii mecz zespołów, które niezbyt często sięgają po „dźwignię hamulca”. Przyjacielem Eintrachtu okazał się być czas, czego absolutnie nie może powiedzieć Freiburg.

Wylewający się minimalizm

Tutaj zespół z Dortmundu „obsypałem kwiatami” – Top-spiele #12: Stabilizujące się BVB ; rosnący w oczach Kamiński – Bezkres sportu . Miałem jednak przy tym jedno zastrzeżenie – nadchodzący trudny terminarz, uchodzący za swego rodzaju weryfikator. Miło więc już było i może jeszcze kiedyś będzie. Niemniej jednak ostatnie 1,5 miesiąca ekipy z Signal Iduna Park to zachęcająca do wyłączenia telewizora papka, niekiedy przysłonięta korzystnym rezultatem. Nadmierny umiar „odbił się czkawką” w Hamburgu, nie inaczej było ze Stuttgartem.

Początek nosił znamiona dramatycznego, choć żeby być sprawiedliwym, VFB również nie czyniło z posiadania wielkich korzyści. Po koncertowym ostatnim kwadransie pierwszej części, miałem równoległą świadomość, że Borussia tego meczu jeszcze nie wygrała. Nie rozumiem, dlaczego przy dogodnym, ale mimo wszystko jeszcze niepewnym rezultacie, Dortmund zadowala się tym stanem i głęboko cofa. A może właśnie powinienem zrozumieć ten ruch, w końcu nie pierwszy raz go doświadczam. Za przesadną skromność w ofensywnych ruchach, „rachunek wystawił” Denis Undav. Ba, zrobił to dwa razy, zachowując się przy tym mądrze i błyskotliwie. Borussia musiała sobie wówczas przypomnieć, czym jest atak. Kiedy to skutecznie zrobiła, Undav ośmieszył defensywę po raz trzeci. Gol na 3-3 nie był już jednak wynikiem implementowanego do bólu minimalizmu. To coś, czego nie potrafię jednoznacznie wytłumaczyć, ale coś, co zaskakująco często dotyczy BVB.

Czym innym jest Borussia stawiająca na dynamiczny, reaktywny, urodziwy futbol momentów, oparty na fazach przejściowych ; czym innym jej toporna wersja, próbująca „wydrążyć w skale” choćby jedną sytuację. Teraz doświadczamy tej drugiej opcji. Nie zrozumiem uporczywego stawiania na Beiera, w obecnym systemie kompletnie bezproduktywny jest Guirassy, zaś Jobe Bellingham póki co nie wnosi do zespołu zupełnie nic prócz nazwiska. Stuttgart konsekwentny w swoich założeniach, pewnie kroczy do przodu. Hoeness umiejętnie rotuje zespołem, stale pielęgnuje swój pomysł na futbol. Stuttgart nie był na Signal Iduna wybitny, co najwyżej solidny. Wybitny tego dnia był Undav. Może dlatego stać ich było tylko i aż na remis.

Moc goli w Kolonii

FC Koeln Lukasa Kwasnioka przeżywa impas związany z wynikami, co nie zmienia faktu, że ten zespół warto oglądać. Nie bez powodu poświęcam mu na stronie sporo miejsca, choć to przecież „tylko beniaminek”. Można było przewidzieć, że wespół z Eintrachtem, może dojść do „boiskowej eksplozji”. Dlaczego ? FC Koeln to zespół bardzo bezpośredni, „walący prosto z mostu”. Nie mają piłki, to bronią, mają, to ruszają do przodu. Nie od dziś wiadomo, że Eintracht także gustuje raczej w budowaniu kontrataków. Jeśli zaś chodzi o defensywę, ekipa Toppmollera w tym roku mocno przecieka (2 stracone bramki na mecz nie są powodem do chluby).

Jakub Kamiński, zdobywając bramkę na 1-0, tak naprawdę napisał scenariusz kolejnych kilkudziesięciu minut. Eintracht długo nie mógł znaleźć optymalnej drogi do prostokąta strzeżonego przez Schwabe. Zaimponowało mi jednak wykorzystanie momentum i ustawienie spotkania w zaledwie 6 minut. Rozkładana wcześniej na czynniki pierwsze Borussia, prawdopodobnie rozpoczęłaby proces „hamowania”, kiedy Eintracht dążył do „zamknięcia meczu”, co też się stało. Niczym rasowy snajper zachowywał się Burkardt. Jak Niemiec bierze się za strzelanie, najczęściej nie poprzestaje na jednej zdobyczy. Żeby nie było, Eintracht wcale nie jest taki krystaliczny. O chwiejnej defensywie wspominałem. Ta łączy się niejako ze stratą koncentracji, bo inaczej tego nie nazwę. Mało brakowało, a waleczna Kolonia dopadłaby gości. Nie chciałbym być wówczas w skórze ekipy Toppmollera. Na ich szczęście, to tylko „gdybologia”.

Bundesliga – sprawy inne

Eugen Polański „dźwignął na nogi” drugą Borussię, która w takiej dyspozycji nie musi się martwić o ligowy byt. Równoległym tego powodem jest dyspozycji innych, a w zasadzie jej brak. FSV Mainz „stąpa po kruchym lodzie”, co wcale nie musi ulec zmianie, dopóki towarzyszy im Liga Europy. Dominik Kohr dostał czerwo, więc pewne kwestie pozostają w normie. Freiburg paradoksalnie sam wypisał dla siebie wyrok. Oczywiście mówię to pół żartem, pół serio, by uwypuklić skalę rozsierdzenia Bayernu. Integralną częścią każdego Top-Spiele staje się zdanie o roboczym tytule: ostra jazda po Wolfsburgu. Dziś sobie odpuszczę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry