
Dziś na tapecie włoska Serie A. W Bergamo okazało się, że życie bez Gasperiniego jest okrutnie ciężkie, tym bardziej z Ivanem Juriciem za sterami. Raffaele Palladino wkracza na „zaniedbany teren do renowacji” i trzeba przyznać, że początek jest ciężki. W derbach Mediolanu rolę „ubezpieczyciela” przejął „Magic Mike”. Do potencjalnej szkody nie doszło, 3 punkty zostają wśród „Milanistów”.
Derby od szablonu
Hit włoskiej Serie A to spotkanie dobre, momentami nawet bardzo dobre. Niemniej jednak, jeśli miałbym przedmeczową wizję obrazującą przebieg derbów Mediolanu, wyglądałyby one tak, jaki kształt przybrały w rzeczywistości. Konia z rzędem temu, kto spodziewał się pozycyjnej, organicznej gry Milanu Allegriego. Pierwsza połowa mało wyrazista, ale nie mdła. Inter grał, pressował, Milan się przyglądał i czekał. Przypadły mi do gustu dające się zauważyć mechanizmy ekipy Chivu. Mówię o szybkiej grze na jeden kontakt. Co prawda mało z tego korzyści, ale zawsze coś. Jeśli już Milan wychodził z atakiem, to często rządził nim brak przesadnej dokładności, tudzież brak synergii duetu Leao-Pulisic.
Roześmiałem się przed telewizorem, kiedy Amerykanin wyprowadził Milan na prowadzenie. Jakie to w stylu Allegriego. Jeden szybki atak, jedno dynamiczne wyjścia, bramka i z powrotem można cofnąć się do „okopów”. Inter dwoił się i troił, Acerbi wraz z Lautaro obijali pręty, „Nerazzurri” mieli nawet rzut karny. Tytuł tego artykułu jasno podkreśla, kogo teraz wychwalę pod niebiosa. Mike Maignan nie zamierzał wyciągać futbolówki z siatki. Dodajmy do tego faktu zwartą, zdyscyplinowaną defensywę „Rossonerich” i już wiemy, że dla gospodarzy „prostokąt był zaczarowany”.
Niezwykle ciekawą ligą jest Serie A. Inter Mediolan przegrał wczoraj już 4 spotkanie, a mimo to, do liderującej Romy tracą zaledwie 3 oczka. Jak niegdyś wspominałem, Chivu nie zrywa całkowicie z kapitałem poprzednika, choć wprowadza innowacje, jak choćby przesunięcie wajchy w stronę ofensywy. Co da się zauważyć na podstawie twardych danych, „Interu w nowych szatach” nie stać dotychczas na wygrywanie spotkań z potentatami Serie A.
Napoli wyprowadza ciosy
Mam poczucie, że Napoli zagrało z Atalantą w sposób ekonomiczny, na co oczywiście pozwoliła im sama „La Dea”. Ekipa Conte dobierała dogodne momenty i skrzętnie je wykorzystywała. Początek spotkania był bardzo stateczny, pozbawiony masowych ataków. Aż tu nagle, pojawiły się trzy luki, trzy szanse, dzięki którym gospodarz, niczym wytrawny pięściarz wyprowadził 3 sowite proste. Te trzy luki nie wzięły się znikąd. Wieczoru nie będzie dobrze dobrze wspominał Ahanor. Na skutek między innymi jego błędów, „magiczny wieczór” zaliczył David Neres. Jeśli po pierwszej części na tablicy widnieje rezultat 3-0, bieg drugiej połowy jest wszystkim znany. Atalanta zerwała się ” z kolan na nogi”, Napoli chciało spokojnie dotrwać.
Nie jestem w stanie stwierdzić, czy drużyna Conte pokonała problemy. Tym kluczowym zdaje się być stabilizacja i regularność w prezentowanej dyspozycji. Tymczasem Neapolitańczycy od końca września grają tak, „jak wiatr zawieje”. W Atalancie wszystko od zera, rozpoczęto działania na „placu budowy”. Nie zamierzam krytykować Palladino po jednym meczu. Wypada życzyć powodzenia, bo poprzednik nie pozostawił drużyny w dogodnym miejscu.
Co więcej w trawie piszczy ?
Wszyscy gremialnie „wyścielają Arsenalowi czerwony dywan”, po którym ci kroczą pewnie, dumnie, z gracją. Potyka się City, kolejny raz przegrywa Liverpool, czego chcieć więcej z perspektywy „Kanonierów”. Dyskurs dotyczący polskiego poletka, zdominowała ostatnimi dniami osoba Marka Papszuna, zawieszona między dwiema rzeczywistościami. Zamieszanie wokół trenera nie wychodzi raczej Rakowowi na dobre. Legii generalnie nic ostatnio nie wychodzi. Czy to jeszcze dramat, czy już komedia, pozostawiam bez rozstrzygnięcia. Jestem pewny, że sztorm wokół warszawskiego klubu trwa zdecydowanie za długo.



Ciekawie dobrana forma – zachęca do czytania do końca.Dobrze się to czytało. Ciekawie udało się zachować ten balans między osobistym tonem a konkretem. Dobrze się czyta coś, co powstało z ciekawości, a nie z obowiązku.