Top-spiele #14: Nie znają słowa litość ; Lipsk zyskał tożsamość i stabilizację

Brakuje mi powoli określeń, które mogłyby oddać „cuda na kiju” oferowane ostatnimi czasy przez Bayern Monachium. RB Lipsk pod wodzą Ole Wernera wkroczył na „spokojne wody”, puszczając w niepamięć „traumę” z pierwszej kolejki. A propo „traumy”, tej mogli dostać widzowie piątkowego meczu w Augsburgu. Osobiście zaliczam się do tych „szczęśliwców”.

Bawarski walec

Ekipie Vincenta Kompanego zupełnie nie przeszkadzał fakt, że na hitowe spotkanie z Leverkusen wyszła pół rezerwowym składem. Określenie „pół rezerwowy” nie ma na celu dyskredytacji tych graczy, szczególnie kiedy przedstawiam swoje obserwacje post factum, tak jak teraz. Mecz na Allianz Arenie unaocznił, że rola rezerwowego to w tegorocznym Bayernie Monachium sprawa prestiżowa. W sobotę było tak…Bawarczycy zmiażdżyli Leverkusen w pierwszej części, czyniąc ich występ co najmniej wstydliwym. Jeszcze przez pierwsze 20 minut, można było zauważyć kolektywność „Aptekarzy”, zorganizowaną, zbitą na małej przestrzeni defensywę. Prędzej czy później „koszula musiała jednak pęknąć”. Bayern gra szybko, ekspansywnie, atakuje dużą ilością zawodników, potrafi w odpowiednim momencie zerwać tempo. A że w ofensywie Bayer nie miał do zaoferowania literalnie nic, to po trzech ciosach mecz się zakończył, zaś druga połowa po prostu się odbyła.

O ile od początku kampanii narzekam na „zbyt krótką kołdrę Die Roten”, to pochwalić muszę szafowanie personaliami przez trenera Kompanego. Facet patrzy długowzrocznie, wie, że czeka go przeprawa w Lidze Mistrzów, daje odpocząć gwiazdom, jednocześnie uwypukla przynależność do zespołu tych z tylnego szeregu. Moją uwagę zwrócił Lennart Karl. Choć nie zagrał meczu wybitnego, zmarnował kilka sytuacji, to cały czas pozostawał „podłączony” do gry, aktywny, odważny, cieszył się sporym zaufaniem kolegów z zespołu.

Nie mam szczęścia ostatnio do doboru spotkań, w których Bayer prezentuje preferowany przez siebie futbol. Widziałem łomot od PSG, teraz ich nieprzyjemne chwile w Monachium. Niemniej jednak, zespół po gruntownej przebudowie przejawia wiele pozytywnych oznak, choć niekoniecznie we wcześniej wskazanych spotkaniach. Punktowo nie wygląda to najgorzej, za sterami fachowiec, bo za takiego uważam Hjulmanda. Intuicja mówi mi, że „z tej mąki może powstać chleb”.

Byki pędzą w dobrą stronę

Wiele spodziewałem się po sobotniej batalii w Lipsku i ze szczerością stwierdzam, że się nie zawiodłem. To przykład meczu, w którym kontrola przeszła z jednej na drugą stronę. Po pierwszych 20-30 minutach powiedziałbym, że Stuttgart nieuchronnie zbliża się do realizacji celu, zaś „Die Roten Bullen” nie do końca potrafią znaleźć dla siebie miejsce. Problem w tym, że ze swojej optycznej przewagi, drużyna Hoenessa nie czyniła użytku. Groźny strzał oddał Mittelstadt i to by było na tyle ze stwarzanego zagrożenia. W składnie prowadzonych akcjach brakowało punktu kulminacyjnego.

Kiedy do głosu doszedł RB Lipsk, „szturm był nieporównywalnie większy”. Ciężko „nie robić wiatru”, mając w swoich szeregach Yana Diomande, który w pojedynkę „utkał dwie bramki”. Oprócz niezwykłego performance’u Iworyjczyka, warto docenić Ouedraogo, czy Nusę, którzy znajdowali pozycje strzeleckie. Przy trzeciej bramce, inteligentnie zachował się Romulo. „Drzemka defensywy” przy straconym golu (Jaquez posłał urodziwą lotkę na kilkadziesiąt metrów) chluby nie przynosi, natomiast zwycięskie okoliczności łagodzą sprawę.

W tytule umieściłem sformułowanie „Lipsk zyskał tożsamość i stabilizację”. Kilka słów wyjaśnienia. Ole Werner ma cieplarniane warunki, to prawda. Nie ma europejskich pucharów, całą koncentrację skupia Bundesliga. Być może dzięki temu ma więcej przestrzeni na adaptację nowych zawodników, czy „zasianie” w zespole własnych idei. Słowo stabilizacja odzwierciedla ligowa tabela. Mówiąc o tożsamości, ja wiem, co RB Lipsk chce grać i czego mogę się spodziewać. Zauważalna jest sprawnie radząca sobie, spójna defensywa. W ataku, „Byki” skupiają na grze pionowej, szybkiej, nie cierpiącej zwłoki, wykorzystującej dynamikę, choćby Yana Diomande.

Bundesligowa pigułka

Piątkowy mecz na WWK Arenie to istny test wytrzymałości, tylko dla ludzi z dużymi pokładami cierpliwości. Za Borussią Dortmund seria niezbyt urodziwych triumfów. W tym wypadku niezwykle ważne są właśnie zwycięstwa, co jeszcze niedawno nie było tak oczywiste. Wolfsburg stacza się z tygodnia na tydzień, ale za to miłej odmiany doświadczyli w Moenchengladbach. Jakub Kamiński zalicza kolejne konkrety, wymieniając się uprzejmościami z Saidem El Malą. Eintrachtowi natomiast ciężko będzie zameldować się w ścisłej czołówce, jeśli w Heidenheim stać ich wyłącznie na remis.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry