Zawsze skuteczna analiza wsteczna #16: Król Julian ; zwycięski milan i błyszczący Pulisic

Kiedy usłyszę zbitkę „Król Julian”, na myśl nie przyjdzie mi wyłącznie kultowa postać z bajki, ale również ten drugi Julian, z Atletico, piłkarski ubezpieczyciel ekipy Simeone. Sporo działo się również we Włoszech, gdzie „Bogini” z Bergamo puściły w końcówce „obronne szwy”, zaś Milan rozmontował dwiema akcjami niepokonane dotychczas Napoli.

Łamią stereotypowy obraz

Sobotnie derby z całą pewnością nie są wyróżnikiem dotychczasowej pracy Xabiego Alonso. Należy jednak przyznać, że dla „Królewskich” pod batutą Hiszpana, był to pierwszy niezwykle wymagający egzamin. Jak się okazało, egzamin oblany w całej rozciągłości. Sobotniego popołudnia, Real momentami wyglądał w ofensywie, jak własne lustrzane odbicie u schyłku pracy „Carletto”, czyli dosyć siermiężnie/ociążale. W defensywie natomiast „zacna impreza”, istna „la zabawa”. Co robił środek obrony przy pierwszych dwóch bramkach „Atleti” ? Do dziś się zastanawiam. Druga część pierwszej połowy zwiastowała piękne zakończenie. Dwie szybkie, składne, dynamicznie przeprowadzone akcje, wyposażone w geniusz Gulera, czy Mbappe, takie w stylu Alonso. I kiedy przygotowane już miałem szumne slogany o wielkim Realu, to gole pragnęło strzelać wyłącznie Atletico. Ten mecz to nutka niepewności zasiana w dorodnym ogrodzie „Los Galacticos”.

Drużyna Diego Simeone ostatnimi czasy doszczętnie łamie swój stereotypowy obraz. Niedzielny hit, to istotnie „futbol na tak” w ich wykonaniu. Zastanawiam się, czy rzeczywiście tak brzmi nowo wyznaczona agenda, czy agendę determinują błędy w defensywie. Z drugiej strony, chciałoby mi się płakać, jeśli geniusz Juliana Alvareza byłby tłumiony w zarodku. A tak, Argentyńczyk ma okazję do raczenia nas swoją bogatą ofertą – od szybkości, przez drybling, po finezyjne bomby z dystansu. Jeśli Atletico jest teraz od kogokolwiek uzależnione, to właśnie od niego.

Włoskie sprawy

Chyba należy się przyzwyczaić do stanu, kiedy mecze „Starej Damy” zapewniają wyłącznie pozytywne doznania. Atalanta rozpoczęła schowana za podwójną gardą, co nie okazało się tragiczną ideą. Przeżyli pierwszy szturm Juventusu, zwieńczony strzałami Koopmeinersa, czy Adzicia. W międzyczasie, sami starali się bezpośrednim futbolem zagrozić bramce Di Gregorio. Trzeba przyznać, że Nikola Krstović nie gustuje w przesadnej ceremonialności zagrań. W końcówce pierwszej części, indywidualne dzieło „Sulemany pędziwiatra”, dało „La Dei” nawet prowadzenie. Potem przyszedł czas na drugi szturm Juventusu, długi i wymagający. Szczególnie w pamięć zapadł mi nowy nabytek Juve – Zhegrowa. Nie dało się faceta nie zauważyć. Pytanie, czy swoją nieposkromioną chęcią dryblingu, przynosił drużynie wymierne korzyści. Moim zdaniem nie do końca. Tak, czy siak Cabal stan meczu wyrównał. Na koniec dnia, bardziej zadowolona może być chyba Atalanta. Mnie to spotkanie ukontentowało w pełni.

Do niedzielnego hitu, Napoli Antonio Conte radziło sobie świetnie, przechodząc przez front ligowy suchą stopą. Na horyzoncie pojawiło się jednak spotkanie ze ścianą. To w pełni zrozumiałe, jeśli mierzysz się z drużyną prowadzoną przez trenera Allegriego. Milan chce być skuteczny, świadomy i odpowiedzialny. Chce i jak dotychczas, częściej jest niż nie jest. Nie może być jednak inaczej, jeśli za sterami zasiada Allegri, spec od spójnej defensywy.

Od początku spotkania widać było ogólny zarys planu obu zespołów. Napoli raczej piłkę posiadało, kiedy Milan skupiał się na szybkich wyjściach. Już na wejściu Christian Pulisić skarcił neapolitańczyków, wykładając piłkę do „pustaka”. Potem zrobił to drugi raz, samemu lokując futbolówkę w siatce. „Kapitan Ameryka” wołali komentatorzy Eleven i faktycznie Pulisic taką gwiazdą w Mediolanie jest. Świetny okres byłego grajka BVB, czy Chelsea. Kształt drugiej części zdeterminowała czerwona kartka Estupinana. Drużyna Conte nie potrafiła jednak teoretycznej przewagi przekuć na konkrety. Nie zamierzam tłumaczyć ich ofensywnej niedołężności. Trzeba jednak uwydatnić fakt, że „od pasa w dół”, Napoli było biedne. Eksperymentalny środek obrony nie pomógł w osiągnięciu sukcesu. Ale spokojnie, to dopiero 5 kolejka.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry