Żużlowanie #16: Lublin gromi ; wilcza przysługa ; Duzers ucieka

Miały być hity, a były jednostronne, zakrawające o sowite pogromy widowiska. Orlen Oil Motor wyraźnie zaznaczył swój teren. Stelmet Falubaz nie został jeszcze wyrzucony za burtę, choć mocno się do tego przybliżył. Szczebel niżej Cellfast Wilki wyświadczyły sąsiadom przysługę. W Tarnowie ciemność i światła nie widać. Patryk Dudek z kolei może wyciągać powoli rękę po tytuł mistrza polski.

Piątkowe pogromy

Cóż mówić o spotkaniu w Toruniu. Formalność została dopełniona w sposób gładki, lekki i przyjemny. Wśród „Aniołów” niemrawego w piątek Patryka Dudka, zrekompensowała cała reszta. W kontekście INNPRO ROW-u martwi zauważalna, bardziej lub mniej drobna zapaść Rohan’a Tungate’a. Liderowali Maksym Drabik i Chris Holder, z tym że i oni od słabszych gonitw nie stronili. Jak co tydzień, wraca odwieczne pytania o powrót „Dzika”. Jeśli ten się zmaterializuje, to kto padnie ofiarą. To wątpliwej jakości spotkanie ozdabiały szarże „profesora Sajfutdinowa”.

W Gorzowie po długim czasie mogą się uśmiechnąć. Paradoksalnie ich siłą w starciu z Krono-Plast Włókniarzem była drużyna. W tej drużynie był jegomość o nazwisku Thomsen, który wjechał „na białym koniu”, jak biały jest jego kevlar i trzasnął czysty komplet. W tym sezonie to wydarzenie, które mam nadzieję, stanie się regułą. Oczywiście zwycięstwo Gezet Stali należy potraktować z przymrużeniem oka. Nazwę klubu z Częstochowy moglibyśmy bowiem spokojnie zastąpić nazwiskami Woryna oraz Doyle. Rzeczony Woryna ma dobry czas, teraz powinna nastąpić stabilizacja. Wciąż jednak uważam, że Rybniczanin uprawia zbyt dużo gimnastyki na motocyklu. No cóż, taki jego urok.

Niedzielne pogromy

Ciężko się patrzyło wczoraj na Betard Spartę. W Lublinie nikt nie potrafi się dopasować i ten stan rzeczy przynajmniej póki co nie ulegnie zmianie. Drużynę z Wrocławia tworzą zawodnicy ze światowej czołówki , toteż wspomniany brak pomysłu na „doklejenie” do nawierzchni, nie może całkowicie usprawiedliwiać tak „bladej” postawy duetu Janowski-Bewley. Jeśli Sparta zamierza walczyć z „Koziołkami” o tytuł, to muszą wykrzesać z siebie pokłady bliżej nieokreślonej wyjątkowości. Wczorajszy „hit” wyglądał jak sparing drużyn z dwóch klas rozgrywkowych. Nie można spodziewać się innego obrazu, jeśli juniorzy gospodarzy zdobywają w sumie 15+3, tym samym ocierając się o komplety.

Bayersystem GKM zwycięski – na „grudziądzkich falach” nie odnotowano większych problemów. Nie może być inaczej, skoro „Liglad” pozostał niepokonany, zaś wtórujące mu „Kangury” straciły sumarycznie dwa punkty. Na domiar dobrego Kevin Małkiewicz podpisał nowy kontrakt. Ciężko o lepsze popołudnie dla fanów „Gołębi”. „Myszy” z Zielonej Góry nie miały kim i czym gryźć. Leon Madsen nie był wstanie pokonywać liderów przeciwników. Wynik Damiana Ratajczaka okazały, ale jeśli się w niego zagłębić, to zobaczymy, że Polak nie pokonał kluczowych postaci rywali. O ile Jarosław Hampel nie dał Piotrowi Protasiewiczowi żadnych argumentów, tak uważam, że trener gospodarzy zbyt szybko pozbawił szans „Małego”. Przed Stelmet Falubazem zamyka się jedna droga, ale szansa wciąż się tli. Klucz jest jeden – zwycięstwo z Wrocławiem i porażka GKM-u w Rybniku.

Szara rzeczywistość Tarnowian ; Skorpiony oddalają się od play-off

Autona Unia Tarnów przegrała z kretesem dwa spotkania. Nie można odmówić zawodnikom „Jaskółek” ambicji, determinacji, choć punkty z tego marne. Każdy z nich stara się bowiem wykrzesać z siebie jak najlepsze rezultaty, by mieć szansę na podpisanie kontraktu w przyszłym sezonie. Nie zamierzam w stronę kogokolwiek z nich kierować słów krytyki. Jak zawodnik ma być najlepszą wersją samego siebie, skoro należne mu pieniądze nie wpływają na konto. Jak ma zdobywać punkty, jeśli nie ma środków pozwalających na inwestycje w sprzęt. Jak zawodnik ma oddawać dla klubu zdrowie i energię, jeśli ten tak bardzo nadszarpnął jego zaufanie. W Tarnowie jest ciemno, a światła w tunelu nie widać. Nie ma pieniędzy, by to metaforyczne światło zapalić. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, szczególnie ciężka dla juniorów.

Za Hunters PSŻ-em prawdziwe „jeździeckie tournee”, które sumarycznie wypadło raczej poniżej oczekiwanego rezultatu. Sam Eryk Jóźwiak po meczu z Krosnem na antenie Canal+ stwierdził, że najwyraźniej „Skorpiony” nie zasługują na jazdę w play-offach. Obraz ekipy z Golęcina w niedzielnym starciu nie różnił się zupełnie niczym od tego, który przedstawiam praktycznie tydzień w tydzień. Zamiast pisania tego samego, mogę pochwalić Kacpra Teskę za całokształt twórczości w tym sezonie. Wygląda na motocyklu dużo lepiej, niż niegdyś, jest zdecydowanie pewniejszy w swoich ruchach. Cellfast Wilki wyszarpały remis i jest on raczej pozytywny w swojej wymowie. Zauważmy bowiem, że dwójka liderów Musielak-Berge spisała się poniżej własnych możliwości. Odnotujmy pierwszą trójkę Jakuba Wieszczaka w trzeba przyznać, mało spodziewanym momencie.

„Orły” latały wysoko, prezes uśmiechnięty, wszyscy zadowoleni. O sytuacji w Tarnowie wiemy, ale niech to nie umniejsza bardzo dobrej dyspozycji drużyny Macieja Jądera. Świetni Lyager oraz Mikkel Andersen, bardzo dobry Bartkowiak, solidny Chmiel, „cegiełka” od juniorów i wynik sam się klaruje. Przykro patrzy się na Vaclava Milika, który momentami wygląda jak 16-latek po licencji. Wierzę, że Czech będzie jeszcze w stanie odbić się od swego rodzaju sportowego dna. Na torze pojawił się także Patrick Hansen i sam fakt powrotu nakazuje zdjęcie czapki z głowy w geście uznania dla heroizmu Duńczyka.

Dudek wita się z „gąską”

Bartosz Zmarzlik miał gonić Patryka Dudka i prawdę mówiąc, niewiele może mieć sobie do zarzucenia. Oprócz wykluczenia w finałowej gonitwie, mistrz świata był niemalże niepokonany. Nie da się jednak odrabiać strat, jeśli drugi raz podczas tegorocznego cyklu „koncert gra” Patryk Dudek. „Duzers” wzorowo „trzymał ciśnienie”, błyskawicznie wychodził ze startu, obierał korzystne linie (głównie przy krawężniku), w konsekwencji „wjechał na autostradę do tytułu”. Nie zapominajmy również o trzecim z „muszkieterów” – Dominiku Kuberze, za którym kolejny świetny turniej i srebrny medal w klasyfikacji przejściowej.

Sporo spodziewałem się po zawodach w Ostrowie i nie mogę powiedzieć, że się zawiodłem. Tor długi, szeroki, lekko odsypujący się. Na trybunach niemalże komplet publiczności. Zawody obfitowały w kilka ciekawych biegów, głównie w drugiej ich części. Autorskie „show” w 16 gonitwie postanowił nam zaprezentować miejscowy matador – Paweł Sitek. Przez sporą część widowiska najlepszą ścieżkę stanowił „krawężnik”, na co nie narzekał specjalnie Wiktor Przyjemski. Nie zabrakło również środkowego palca Mateusza Cierniaka, który miał swoje powody i właśnie w ten sposób postanowił je uwydatnić. Cóż, taki to jest sport, generujący emocje, wypełniony adrenaliną.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry