
Wydaje się, że serial pt. „Znaleźć selekcjonera” w reżyserii Cezarego Kuleszy, dobiegł końca. Była to produkcja wielowątkowa, o wartkiej akcji, z kilkoma plot twistami. Teraz, kiedy puenta tego nieprzeciętnego kina jest już praktycznie znana, wypada odnieść się do zwycięskiego w „wyścigu” bohatera – Jana Urbana.
Karuzela i medialny zgiełk
Zawirowań nie brakowało, wysuwane były różne kandydatury (o tych najpoważniejszych niżej ), a prezes grał w grę. A może jeszcze jej nie skończył ? Nie chce mi się w to wierzyć i bardzo bym się zdziwił, jeśli faktycznie tak jest. Choć z drugiej strony, gdzie mają dziać się cuda, jak nie w PZPN-ie. Wracając do rzeczonej karuzeli, trwała ona miesiąc, czyli dosyć długo. Media, czy te audiowizualne, czy prasowe, miały w tym okresie istne „el dorado”. Z jednej strony był to czas całkiem ciekawy, choć wraz z kolejnymi dniami i kolejnymi „końskimi dawkami” programów w tym temacie, stawał się nieco męczący. W tym procesie należy oczywiście media zrozumieć. Stworzyła się przestrzeń, koniunktura jak ja to lubię mówić, którą postanowiono skrzętnie wykorzystać. Dywagacje, spekulacje, domniemania powoli się kończą, albowiem niedługo oficjalnie pojawi się „biały dym”. Dyskurs publiczny z poziomu wyboru szkoleniowca przejdzie na warstwę leżącą bliżej boiska. Jak widzimy, nadszedł koniec sagi, ale karuzela gna nadal – polska piłka nie daje o sobie zapomnieć.
Ci nie będący wybrańcami
W ostatnich dniach, tygodniach, na tapet wysuwały się trzy nazwiska – Brzęczek, Nawałka oraz Urban. O Panu Janie w dalszej części, teraz o starych znajomych. Adam Nawałka to moc wspomnień, powrót do owocnych, beztroskich czasów utraconych w kontekście polskiej reprezentacji, dzieciństwo wielu z nas, w tym mnie. Jak jednak wiemy, czasy się zmieniły. Nikt byłemu selekcjonerowi warsztatu nie odmawia, psychologicznego, komunikacyjnego podejścia do drużyny tym bardziej. Sam Mateusz Borek niejednokrotnie podkreślał na antenie Kanału Sportowego, że Nawałka jest zapalony do pracy, ma w głowie wyjściowe jedenastki na nadchodzące spotkania, czeka na kontakt. Spójrzmy jednak na drugą stronę medalu. Brak pracy przez ponad 5 lat, wcześniej nieudany mariaż w Poznaniu. O Adamie Nawałce na dziś dzień wiemy niewiele, dlatego rozum podpowiada mi, by nie być przesadnym orędownikiem tego rozwiązania. Nie wykluczone, że ten powrót mógłby wypalić, jednak przynajmniej na razie pozostanie to w sferze gdybania.
Jerzy Brzęczek mógłby dostać to, co zostało mu niejako zabrane przed laty. Wyniki selekcjonera broniły, szczególnie jeśli spoglądamy na to z perspektywy czasu, z perspektywy dzisiejszej dewaluacji, wielopłaszczyznowej zapaści. Nie zapominajmy jednak o dyskursie wtedy się toczącym. Brak tożsamości, odrażający styl, pragmatyzm, bazowanie na walorach defensywnych. Jerzy Brzęczek swoje wnioski z pewnością wyciągnął. Mówi się, że na spotkaniu z prezesem, pod względem merytorycznym wypadł bardzo dobrze. Nie zapominajmy o potencjalnym wsparciu, jakim mógłby być obdarzony. Rzecz o duecie Piszczek-Błaszczykowski w sztabie. Postacie z ogromnym bagażem doświadczeń, „pomniki polskiej piłki”, wzbudzające autorytet, mogące wprowadzić do szatni nowe życie. Nie ukrywam, uznawałem ten pomysł za niezwykle ciekawy, godny rozważenia. Na dziś dzień wypada to jednak schować między bajki, bowiem szansę otrzymał kto inny.
Dlaczego Urban to dobry wybór
Uważam, że potrzebujemy człowieka z szeroko zakrojonymi, rozwiniętymi kompetencjami miękkimi. Potrzebujemy kogoś, kto zna pełen kontekst ostatnich wydarzeń, środowisko polskiej piłki, charakterystykę poszczególnych piłkarzy – tą sportową oraz mentalną. Ten ktoś poprzez wnikliwe, zindywidualizowane podejście, ma na nowo zbudować drużynę i wykrzesać z niej choć trochę osobowości, oczyścić gęste, brudne powietrze. Kimś takim jest w moim mniemaniu Jan Urban. Człowiek szanowany, z warsztatem, spokojny, ale konkretny, mogący być dla grupy ludzi dobrym psychologiem, spoiwem.
W kwestii sportowej Urbanowi szło różnie, raz lepiej raz gorzej. Jego ostatni rozdział, zapisany w Górniku Zabrze, należy jednak oceniać wyłącznie pozytywnie. Wydaje się, że Urban maksymalizował zysk w trzeba przyznać niezbyt sprzyjających warunkach. Osiągał wynik ponad stan, a delikatnie rzecz ujmując, zamiast stałości, stabilizacji, długowzrocznej perspektywy, zaufania ze strony przełożonych, odbywał się „taniec na linie”.
Podoba mi się nazwisko Magiera w sztabie nowego selekcjonera. Jasne, fakty da się dostosować pod różne narracje, dlatego można powiedzieć, że jaki to dobry suplement dla głównodowodzącego, skoro facet rażąco przyczynił się do spadku Śląska Wrocław. Ten sam Magiera rok wcześniej jednak zdobył srebrny medal, wznosząc zawodników na nieznany dla siebie poziom, choć „papierowe personalia” absolutnie go do tego nie predestynowały. Uważam, że były szkoleniowiec kadry U20 wniesie jakość do sztabu i jeśli komunikacja na linii Magiera-Urban będzie przebiegać wzorowo, to reprezentacja tylko na tym zyska.
Dość już burz na tym morzu, zmian, przewrotów turbulencji. Należy wyznaczyć nową agendę, uspokoić sytuację i stworzyć przestrzeń do wzrostu. Swój ciężar odpowiedzialności muszą wziąć na barki również piłkarze. To oni są „tworzywem”. Twórca nie stworzy dzieła, jeśli posługuje się materiałami słabej jakości.


