Żużlowanie #15: Dymy w Zielonej Górze ; pokaz siły gryfów

Pogoda była kapryśna, „groziła palcem”, storpedowała dwa spotkania, jednak nie okazała się aż tak złowieszcza, jak można było zakładać. W Zielonej Górze „dymy” i to na dwóch płaszczyznach – tej sportowej oraz tej derbowej. Cellfast Wilki przechodzą trudny moment, czego nie wahała się wykorzystać Abramczyk Polonia. Jak już przy Bydgoszczy, to w tejże właśnie triumfował Patryk Dudek. Co przykre, to fakt, że licznik kontuzji zamiast się zmniejszać, rośnie.

Zielonogórskie widowisko

Na torze przy W69 działo się naprawdę sporo. Piękny był to speedway, speedway godny derbów lubuskich, szczególnie w trakcie drugiej serii startów. Na skutek kontuzji Przemysława Pawlickiego, pozostałe „myszy” musiały wziąć na siebie większy ciężar odpowiedzialności, z czego w raczej pomyślny sposób się wywiązały. Słów mi brakuje na słowa aprobaty dla Damiana Ratajczaka. Na spółkę z Leonem Madsenem, nieśli Stelmet Falubaz na swych barkach. Coraz odważniej hasa nam Jonas Knudsen. Przywiezienie pary Lebiediew-Vaculik, nie lada sprawa. Najlepszy mecz w sezonie odjechał Rasmus Jensen. W konsekwencji wynik jest jaki jest. Biorąc pod uwagę jednak deficyty personalne, „misja play-off” misją niezwykle trudną. Wspomnieć należy oczywiście o brzemiennej w skutkach kraksie Oskara Hurysza. Kiedy cokolwiek u juniora drgnęło do przodu, jego sezon został zakończony. Decyzja sędziego w moim mniemaniu błędna, choć nie to w tej sytuacji jest oczywiście najważniejsze.

Wśród Gorzowian nic nowego. Andrzej Lebiediew „jeździ w kratkę”, Martin Vaculik nie błyszczy, zaś u Andersa Thomsena coś drgnęło, choć „coś”, to zbyt mało. Mechanizm klasyczny – jeśli Oskar Paluch jedzie tak jak wczoraj, Gezet Stali na próżno szukać zwycięstw. Domowe spotkania z Krono-Plast Włókniarzem oraz INNPRO ROW-em mogą w kontekście Stali dać sporo odpowiedzi. 5 dużych punktów we wspomnianych meczach powinno stanowić ustawowy obowiązek.

Klimat żużlowego święta, twórcze malowidła na płachtach, oprawy okalające sportowe widowiska – rzecz piękna, choć jej niektóre elementy zupełnie niepotrzebne. Choć kibice prawdopodobnie wiedzą, czym grozi racowisko, to i tak nie stronią od jego wszczynania. Konsekwencje są takie, że Stelmet Falubazu nie ominą sowite kary, a do tego dochodzi sprawa materiałów pirotechnicznych w bandzie.

Waleczny GKM ; bezlitośni lublinianie

Bardzo długo stawiał się we Wrocławiu Bayersystem GKM, i to wszystko ze słabym Michaelem Jepsenem Jensenem. Co z tego, że wraca powoli Max Fricke, galaktyczny start zawodów zechciał zrealizować Jaimon Lidsey, niezły czas ma Vadim Tarasienko, skoro lider od kilku batalii po prostu zawodzi. Mimo tego braku stałości, kluczowe spotkanie wciąż przed „Gołębiami” i to już w następnej kolejce. Betard Sparta równa, skuteczna, rozkładająca ciężar punktów. Co prawda wejście w spotkanie dosyć mozolne, ale z czasem dali wymiar swoim aspiracjom. Warto zauważyć, że na najwyższe rejestry wkroczył ostatnio Artiom Łaguta, a to dla Wrocławia rzecz ważna.

Całkiem możliwe, że pewien Duńczyk, przebywający w Marbelli, dostanie niedługo telefon. Na ekranie telefonu pojawi się „mister Żyto”, który zawiadomi go o powrocie do składu. INNPRO ROW w domowym starciu z Orlen Oil Motorem tragiczny. Goście bezinwazyjnie zrobili swoje i to by było na tyle w kwestii piątkowego „boju”. Nuda jak cholera, w całej rozciągłości. Cieszy lepszy czas Bartosza Bańbora. Ten chłopak ma zbyt wiele atutów, żeby zniknąć w niebycie.

Wilki bezradne ; kłopoty jaskółek

Plandeka na torze, brak przestrzeni na preferowane przygotowanie nawierzchni, jest wytłumaczeniem, ale do pewnego stopnia. Nic bowiem nie tłumaczy faktu, że seniorzy Cellfast Wilków błądzili przez blisko całe spotkanie. Progres dyspozycji zaliczył Dimitri Berge, poziom trzyma Tobiasz Musielak, ale prędkość całej reszty pozostawia wiele do życzenia. Abramczyk Polonia, choć była gościem, to idealnie dokleiła się do warunków torowych już od pierwszych taktów. Za „Gryfami” najbardziej przekonujące wyjazdowe zwycięstwo w tym roku.

W Tarnowie problemy na kilku płaszczyznach. Abstrahując od kwestii sportowej, na wierzch wychodzą problemy maści organizacyjno-finansowej, co oczywiście żadnej tajemnicy nie stanowiło. Pierwsze oznaki niezadowolenia wyrażają zawodnicy. Wiesław Frys (sponsor) w wywiadzie dla Sportowych Faktów mówi między innymi, że opłaca ochroniarzy, by impreza masowa mogła się w ogóle odbyć. W sytuacji, kiedy klub nosi znamiona quasi amatorskiego, sport schodzi na dalszy plan. W Rzeszowie gospodarze wywiązali się ze swojego zadania, zadebiutował Adrian Przybyło, niespodzianek nie stwierdzono. Lata świetności przypomniał nam Matej Zagar, a jego szarża z 13 gonitwy – palce lizać.

Triumf Dudka w cieniu wypadku Jakobsena

Całkiem nieźle przywitał nas tegoroczny SEC. Mijanek sensu stricto być może niewiele, ale jazdy w kontakcie nie brakowało. Negatywnie zaskoczyła mnie względnie niska frekwencja. Na torze królowali ci, którzy mieli grać „pierwsze skrzypce”. Patryk Dudek ma wielki rok i ten stan rzeczy znalazł w sobotę odzwierciedlenie. Ciekawym przypadkiem jest osoba Kacpra Woryny. W zawodach ligowych różnie – raz lepiej, raz gorzej. Kiedy spojrzymy jednak na indywidualne zmagania, to zobaczymy bardzo dobry Złoty Kask, awans do SGP Chalenge, czy taki oto performance przy Sportowej.

SEC w Bydgoszczy zebrał niestety kolejne żniwa w kontekście kontuzji. Wypadek Przemysława Pawlickiego skończył się złamanym obojczykiem. Okropna wręcz kraksa Frederika Jakobsena okazała się szczęściem w nieszczęściu. Cieszy brak złamań, ale mimo wszystko, Duńczyk swoje będzie musiał przeboleć. Moonfin Malesa Ostrów swoim nieszczęściem mogłaby obdzielić kilka klubów. Analogia do nie tak dawnych problemów leszczyńskiej Unii w pełni uzasadniona.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry