
Ach, jak dobrze widzieć „dziadka Walaska” w takiej formie. W iście widowiskowy sposób swoją dyspozycję eksponują także bracia Pawliccy. Cellfast Wilki Krosno doznały pierwszej porażki, choć osiągnięty wynik stanowi raczej powód do umiarkowanego zadowolenia. Możliwe, że przy W69 w Zielonej Górze oglądaliśmy mecz sezonu, a już na pewno tego dotychczasowego. Jedziemy z kolejnym „Żużlowaniem”
PGE Ekstraliga
W piątek było trochę nudnawo. Cudu na Olimpico nie odnotowano. Gezet Stal Gorzów została obnażona z tych słabości, którymi emanuje w każdym jednym meczu wyjazdowym, szczególnie na tak trudnym terenie. Kolejny alarmujący sygnał to gasnący ostatnimi czasy Anders Thomsen. Bez fundamentu w postaci Duńczyka, Stal może zapomnieć o nawiązaniu walki z jakimkolwiek czołowym zespołem. Jakby się Piotr Świst nie nagimnastykował taktycznie, to pewnych spraw nie przeskoczy. Bezradność w „kuchni meczu” Canal+ aż biła po oczach. Wrocławianie po raz kolejny udowodnili, że u siebie są często mocarni. W kontekście piątkowego meczu nie ma się do czego przyczepić. Brawa dla Nikodema Mikołajczyka, zaś Brady Kurtz przymierza się powoli do tytułu króla Olimpico.
Ciężko stwierdzić, czy w niedzielę o 17 byliśmy świadkami meczu sezonu, ale biegi 10-15 to istny kosmos, żywa promocja speedwaya. Tu Ratajczak wyskakujący z kredy, tam Pawlicki odbijający się od płotu, ówdzie Emil Sajfutdinow krążący jak od cyrkla. Coś fantastycznego ! Stelmet Falubaz się odblokował, ruszyła maszyna. Przemysław Pawlicki szybki, pewny, skuteczny. Jarosław Hampel z bardzo cennymi zdobyczami. Damian Ratajczak wykonujący to, do czego predestynuje go jego talent. Taką „zamroczoną myszą” pozostaje jeszcze Leon Madsen. Zobaczymy, czy obraz Falubazu to zarzewie czegoś wartościowego, czy wyjątek od reguły. Do Pres Torunia wróciły demony meczów wyjazdowych. Błyszczał zjawiskowy u progu sezonu, armatni ze startu „Duzers”, świetnie poradził sobie Emil. Do całej reszty można mieć większe, czy mniejsze „ale”. Nie zanosi się, aby „wyjazdową piętą achillesową” przestali być juniorzy.
INNPRO ROW był dzielny do czasu. Trzymał się tej metaforycznej skały zawzięcie, choć lot w otchłań zdawał się być przesądzony. Mam wrażenie, że Częstochowianie przygotowaniem toru poniekąd sami sobie zgotowali ten los. Tak, czy siak, w Krono-Plast Włókniarzu chodzą raczej uśmiechnięci (no może poza Jasonem Doylem). Nie postawiłbym złamanego grosza przed sezonem na tak regularną, mocarną formę Piotra Pawlickiego. I życzę mu, żeby ta chwila trwała jak najdłużej, żeby przerodziła się w stały stan rzeczy. Lata pracy nieprzynoszącej owoców, sportowej stagnacji, być może wreszcie dosięgnęły swego kresu. Wśród Rybniczan mały plus przy postawie Drabika i ogromny dla Rohana Tungate’a. Filigranowy Australijczyk długo czekał na swoją szansę i wyciska ją teraz jak cytrynę.
Metalkas 2 Ekstraliga
4 kolejkę rozpoczęliśmy już w czwartek jednostronnym spotkaniem w Ostrowie. „One Man Show” można powiedzieć. Nie liczyło się nic, liczył się tylko on – Grzegorz Walasek. 49-latek raczej na pewno nie będzie regularnie notował podobnych występów, szczególnie na wyjazdach. Niech jednak robi zawsze choć połowę z czwartkowego dorobku, a wszyscy w Ostrowie będą ukontentowani. „Wujek Walasek” wstał z kanapy, wsiadł na motocykl i pokazał młodym, czym jest speedway, rozstawiając ich przy okazji kulturalnie po kątach. Nie można zapomnieć o komplecie Pawła Sitka, który z futryną wjechał do zawodowego żużla. Wśród gości nicość, brak punktów zaczepienia. Teoretyczny lider – Andreas Lyager, nie może kończyć spotkania z dorobkiem dwóch punktów. Nie wiem, co miał na myśli Janusz Ślączka, wprowadzając Mateusza Bartkowiaka w 14 gonitwie. W moim mniemaniu takim działaniem szkoleniowiec najprędzej osiągnie cel odwrotnie proporcjonalny do zamierzonego.
Cellfast Wilki pokazały kły i postawiły opór faworyzowanym gospodarzom. Wynik gości pewnie lepszy, niż sama jazda ( defekt Huckenbecka przy biegowym prowadzeniu w 11 biegu ; upadek Łoktajewa przy stanie 5:1 ), ale w ostatecznym rozrachunku nie ma to żadnego znaczenia. Wśród przyjezdnych każdy się mylił, równocześnie każdy przywiózł cenne zdobycze. Szymon Woźniak wspominał (parafrazując), że „Gryfy” jeszcze układają się w nowym gnieździe. I to było namacalnie widoczne. Ojcami sukcesu wspomniany Szymon oraz „Buczek”. Kolejny świetny mecz Toma Brennana, co warto odnotować.
Słówko o IMP Chalenge oraz Srebrnym Kasku
Ciężkie do konsumpcji były te zawody w Pile. Większych niespodzianek / objawień nie uświadczyliśmy, a i realizacja transmisji pozostawiała wiele do życzenia. Czekamy na finały krajowego czempionatu. Oby były obfite w emocje podobne do tych z decydującego starcia wczorajszych Mistrzostw Wielkiej Brytanii w Manchesterze.
Co się tyczy Srebrnego Kasku, to Wiktor Przyjemski zrobił swoje. Wzrastają nowe, wschodzące gwiazdeczki pod postacią na przykład Pawła Sitka. O Maksymilianie Pawełczaku, mam wrażenie, że wiedzą już wszyscy i odliczają czas do debiutu ligowego. W indywidualnych turniejach na szczeblu krajowym, czy międzynarodowych nie może się przebić jak na razie Oskar Paluch (oprócz Mistrzostwa Świata w klasie 250cc). Szkoda, bo rozwój zauważalny jest gołym okiem, w lidze potrafi niekiedy dźwigać na barkach gorzowską Stal, a indywidualna gablota raczej wieje pustką.


