Żużlowanie #2: Toruń górą w żużlowym spektaklu; Rekiny i Wilki upolowały zdobycze

Trochę już wiemy, choć wciąż jeszcze niewiele. Pres Grupa Deweloperska wygrała w meczu na szczycie. ROW z przytupem przywitał się z PGE Ekstraligą. Wilki z Krosna ukąsiły Ostrowian na ich terenie. Działo się oczywiście również na innych arenach, o czym poniżej. Generalnie za nami kolejka pod znakiem wyjazdowych zwycięstw. Podsumujmy więc pierwszą rundę rozgrywek ligowych i narysujmy krajobraz z niej wynikający.

PGE Ekstraliga

Rozpoczęło się w Zielonej Górze. Miał być hit i bliski mecz na styku. Figa z makiem. Widowiskowo może i było – to umiłowany w kredzie Leon Madsen ; to piękna batalia Przemysława Pawlickiego oraz „Fast Freddiego”. Rezultat jednak rozjeżdzał się od początku. Różnica klas, przepaść w formacji juniorskiej. Rasmus Jensen chyba nie trafił na stadion. Nie chcę używać górnolotnych słów, wszak to pierwsza kolejka. Ale nie przystoi tak się witać na własnym stadionie. Po drugiej stronie równo i skutecznie. Wiktor Przyjemski do kosza wrzucił moje słowa o ciężkim początku roku. Sporo myślenia ma natomiast Bartosz Zmarzlik. Wynik niezły, ale i on, i my wiemy, że to jeszcze nie to. Podsumowując, tak czy siak, spotkanie niezłe, tor szybki, ścigania sporo.

Przenosimy się do Częstochowy. Tam marny obrazek, patrząc z perspektywy kibica spod Jasnej Góry. Frekwencja mierna, wynik także. Na owalu Włókniarza mogliśmy oglądać sporo dobrego żużla, ale podobało się tylko kibicom Bayersystem GKM-u. Michael Jepsen Jensen – jaki to jest kocur, po dużej, po małej, pełne dobrodziejstwo inwentarza. Dobrze poczyniała sobie cała drużyna, w tym „młode gołąbki”. Wśród gospodarzy przyczepić nie mogę się jedynie do Jasona Doyla. Z powierzonego zadania wywiązał się także Piotr Pawlicki. Cała reszta do poprawy. Kilka niezrozumiałych dla mnie taktycznych ruchów trenera Staszewskiego (zbyt szybko w moim mniemaniu zdjął Hansena). Jestem ciekaw, czy z biegiem czasu szkoleniowiec „lwów” będzie w stanie jakkolwiek wskrzesić juniorów.

INNPRO ROW zamknął usta niedowiarkom (w tym mi). Jako zaciekły sympatyk Gezet Stali, ubolewam nad tym, co Gorzowianie zaprezentowali wczorajszego popołudnia, a w zasadzie czego nie zaprezentowali. Prawdę mówiąc, do Rybnika przyjechali w 2,5 zawodnika. Przy takiej, a nie innej konstrukcji drużyny, przy wyrównanym spotkaniu w biegach nominowanych często będzie zmuszona brać udział cała czwórka seniorów. Dwóch z nich w niedzielę „jeździło do tyłu”. O ile w przypadku Andrzeja Lebiediewa wierzę w lepsze jutro, tak co do Oskara Fajfera mam pewne wątpliwości. Brawa należą się Oskarowi Paluchowi i Andersowi Thomsenowi, bowiem oni spełnili pokładane nadzieje. Wśród Rybniczan wyrównany, zbilansowany zespół. Świetna para Holder-Tungate oraz błyszczący „stary, ale jary dzik z Danii” to główni autorzy zwycięstwa. Dobrych wyścigów jak na lekarstwo, ale wynik trzymał w napięciu. „Rekiny” u siebie będą groźne. Mimo wszystko tonowałbym nastroje. Do utrzymania bardzo daleka droga.

Deser był bardzo bogaty w treść i niezwykle obfity. Prawdziwa żużlowa gratka na Motoarenie. Śmigali, aż miło. Optymalnych pasów jazdy co najmniej kilka. Czterech toruńskich muszkieterów poprowadziło „anioły” do zwycięstwa. Najlepszy z nich, moim zdaniem Patryk Dudek. Takiego „Duzersa” (szybkiego, ambitnego, pełnego błysku) nie było nam dane zawsze widywać ostatnimi czasy. Łasy na sukces był również Mikkel Michelsen. Pośród gości kilka dziur. Falstart zaliczył Brady Kurtz. Daniel Bewley sprawiał wrażenie lekko pogubionego. Dobrze w sezon wchodzi Jakub Krawczyk, a ja zadaję sobie pytanie. Czy ciągłe ustawianie Macieja Janowskiego pod numerami 5/13 aby na pewno jest zasadne ?

Metalkas 2 Ekstraliga

W sobotę do Rzeszowa zawitał Hunters PSŻ. Tor szybki, przyczepny, czasy niedalekie od rekordu toru. Nie przełożyło się to jednak na torowe ekscesy. Zewnętrzna była w dużej mierze wyłączona z użytku. Ciekawość spotkania budował jednak wynik. Rzeszowianie od początku „gonili króliczka”, co zresztą im się udało. Do końcowego zadowolenia brakło jednak „kropki nad i”. Drobne pretensje można żywić do postawy juniorów, czy Davida Bellego. Dla „Skorpionów” rezultat zdaje się być obiecujący, tym bardziej w obliczu braku Szymona Szlauderbacha. Wysokich standardów nie porzucił Ryan Douglas. Nie wiem, co przed meczem zażył Kacper Teska, ale jego występ był kapitalny i równie zaskakujący. Właśnie tego oczekujemy od żużla.

Abramczyk Polonia Bydgoszcz odprawiła z kwitkiem „Orła z Łodzi”. Na Motoarenie frekwencja była całkiem niezła, choć w dużej mierze za sprawą kibiców „Gryfów”. Gwiazdozbiór Polonii nie zawiódł swoich fanów w całej swej rozciągłości. Wśród Łodzian jedynym pozytywem Patryk Wojdyło. Mimo zaistniałego faktu, nie zachęcam do postrzegania przyszłości Orła w ciemnych barwach.

Jeszcze większe manto spuścili Autonie Unii Tarnów Leszczynianie. Oczekiwań wobec „Jaskółek” w tym spotkaniu wielkich nie miałem, oni sami pewnie również. Mimo wszystko nie jest miłym doświadczeniem zdobycie 26 punktów, nawet w Lesznie, nawet na ich terenie. Ciężko cokolwiek analizować w kontekście tego meczu. Fajnie na motocyklu wygląda Kacper Mania. Dobrze, że platformę do rozwoju posiada Radosław Kowalski. No cóż, przynajmniej budżet Unii Tarnów nie ucierpiał przesadnie. On i tak już znosi niemałe katusze. Życzymy „Jaskółkom” wyjścia z wszelkich dołków.

W Ostrowie miejsce miało prawdziwe meczycho. Na lekko odsypującym się owalu górą byli goście, którzy zyskiwali terytorium z biegiem trwania spotkania. Wilki miały wyostrzone kły, jednocześnie wciąż mają rezerwy (patrz Jakub Jamróg ). To dobry prognostyk na dalszą część sezonu. Pozytywnie należy spojrzeć na postawę świeżo sprowadzonego Williama Drejera. „Tofik” był niemal bezbłędny i razem z Bjerre stworzyli mur nie do przebicia. Co się tyczy gospodarzy, to kompletny Luke Becker, solidni Jakobsen z Berntzonem, a potem długo, długo nic. Promykiem nadziei Paweł Sitek. Dostrzegam w nim talent, co obrazuje czwarta gonitwa i mądra defensywa przed nacierającym Bjerre.

Słowo o KLŻ

Szkoda, że w 2025 musi jeszcze dochodzić do takich „organizacyjnych faux-pas”, jak to w Daugavpils. Jedno niedopatrzenie, chwila nieuwagi, a wynik zgoła inny, niż ten rozstrzygnięty w rywalizacji sportowej. W Gdańsku i Opolu górą faworyci, choć zwycięstwa nie raziły okazałością. Za tydzień do gry po kilkuletniej przerwie wraca Kraków. I dobrze – warto wskrzesać wymarłe ośrodki z przeszłością.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry