Polskie orły #2: Quo vadis polska kadro

Wtorek, okolice godziny 20. Jesteśmy blisko dobę po meczu z Maltą. Zakończyło się zgrupowanie reprezentacji Polski. Jaka była percepcja ostatnich wydarzeń ? W którym miejscu jest ta kadra ? Dlaczego jest tak, a nie inaczej ? Co dalej ? Między innymi nad tymi pytaniami postaram pochylić się w tym artykule. Nie ukrywam jednak, że będzie to ciężki orzech do zgryzienia. Chciałbym, by ktokolwiek potrafił odpowiedzieć na wszystkie te zagwozdki…

Polski męka z Litwą

Powiedzieć, że w piątkowy wieczór nastroje były minorowe, to nic nie powiedzieć. Czynności, które idealnie opisują grę reprezentacji Polski w tym spotkaniu, to kolejno: zgrzytanie zębów i bicie głową w mur. Nie zachęcam do takich aktywności – skutki mogą być opłakane. W piątek takowe właśnie nam towarzyszyły. I nie mówię tu o fakcie samego zwycięstwa, gdyż jeśli tego faktu by nie odnotowano, mówilibyśmy o totalnym blamażu. A tak, mamy do czynienia z lekką katastrofą, lekką ze względu na 3 punkty.

Tak, Litwa idzie do przodu jako drużyna. Tak, byli nieźle zorganizowani, w głębokiej defensywie bardzo kompaktowi. Tak, mieli momenty agresywne, gdzie starali się wychodzić wysokim pressingiem. Suma indywidualnej jakości poszczególnych zawodników polskiej reprezentacji w korelacji z tym, że pod batutą Michała Probierza drużyna ta funkcjonuje już półtorej roku powinny sprawić, że dziś mówilibyśmy o rzezi na Litwinach. A tak nie było. Takie spotkania jak to opisywane, czy to z Maltą, do którego zaraz przejdę, wymykają się taktyczno-jakościowej ewaluacji poszczególnych ogniw. Wygrani tego zgrupowania jacyś są, choć jest ich niewiele, ale o nich później. Generalny obraz tego meczu to zejście do poziomu bliskiego piłkarskiego dna. Wszystko za wolno, nie precyzyjnie, jednostajnie, męcząco jednym słowem.

Z Maltą ciut lepiej

Wczoraj było lepiej. Było składniej, intensywniej, efektywniej. Był przede wszystkim Jakub Kamiński, motor napędowy, wprowadzający różnorodność, walory estetyczne, drybling, ścięcie do środka. Szybsze tempo gry narzucone przez Polaków i tak nie oderwało mnie od wrażenia, jakbym oglądał mecz old-boyów. Mam wrażenie, że szczególnie w pierwszej połowie przestrzenie w środku pola były zbyt duże. Nie bez powodu Łukasz Skorupski musiał bronić kilka prób z dystansu. Po drugiej bramce było już spokojnie, iście spacerowo.

Najgorętszym tematem w oczach opinii publicznej jest od wczorajszego wieczoru cieszynka Karola Świderskiego. Uciszał trybuny, a może praktykował swoje firmowe gesty, bez szczególnej intencji ? Proszę państwa, my naprawdę mamy teraz gorsze problemy.

Kto na plus, kto na minus

Jednym z wygranych jest z pewnością Jakub Kamiński. Wnosił sporo jakości, w obu spotkaniach. W swoich ruchach często wykraczający poza schemat, dający jakże potrzebną dynamikę. Co z tego, skoro teraz wróci do Wolfsburga, by patrzeć na boisko z perspektywy ławki. Obym się mylił.

Innym jasnym punktem Jan Bednarek. Pewny, zdecydowany, twardo stąpający po murawie, wystrzegający się błędów. To jeden z nielicznych, który nie ma sobie nic do zarzucenia. Bednarek wzrasta ostatnio w oczach kibiców/ekspertów, odklejając sukcesywnie łatkę, z którą musiał mierzyć się wcześniej.

A potem długo nie było niczego. Oczywiście wyolbrzymiam w tym momencie, jednak znacząco się z prawdą nie mijam. Co myśleć o Mateuszu Boguszu, który jest cieniem siebie z Meksyku i raczej nie przekonuje do siebie selekcjonera. Ciekawym przypadkiem jest również Kacper Urbański. Objawienie poprzedniego roku, które w krótkim czasie przebyło drogę z talentu czystej wody do zawodnika szukającego minut w Monzie, nie grającego choćby minuty na zgrupowaniu.

Gdzie jesteśmy i co dalej ?

Reprezentacja Polski spowszedniała w oczach społeczeństwa. Regularnie wzrasta do niej niechęć, jest obiektem drwin oraz bolesnych porównań. „Łaska kibica na pstrym koniu jeździ”, toteż przy okazji następnego zgrupowania sytuacja może istotnie się zmienić. Mam wrażenie, że Michał Probierz przesuwał wajchę to w jedną stronę, to w drugą, by ostatecznie i tak skończyć w punkcie zero. Nie potrafię określić kierunku, w którym zmierzamy. Minione kilka dni wprowadziło w mój umysł niemały dysonans. Selekcjoner widzi pozytywy, ale obawiam się, że oprócz trenera niewiele jest osób o podobnym spojrzeniu. Nie chcę iść z nurtem populizmu i katować nieprzychylną opinią postaci Michała Probierza. Był moment, gdzie spora część piłkarskiego środowiska wierzyła w ten projekt (baraże, towarzyskie spotkania przed Euro, mecz z Holandią). Po tej wierze i nadziei pozostała spalona ziemia, nicość. To nie oniryczna wizja, to rzeczywistość. Ciekawe, jaka reprezentacja Polski wylosuje się w czerwcu.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry