
Wrocław nawiedziła plaga kontuzji. W Zielonej Górze problemów nigdy zbyt wiele – uraz Dominika Kubery kolejnym z nich. Spotkania w Lublinie, Toruniu oraz Rybniku pochodzą spod jednego szyldu. Na jednych ciąży powinność, inni nie mają nic do stracenia. Dobijamy do półmetku fazy zasadniczej.
Pech do kwadratu
Przed Krono-Plast Włókniarzem otworzyła się niepowtarzalna szansa na jakiekolwiek zwycięstwo w tegorocznej kampanii. Nie będzie Łaguty, Bewleya, Andersena, będzie za to odkurzony Mikkel Bech. Skala pecha jest wręcz ogromna i okrutna zarazem. W dłuższej perspektywie, przy nadwyżce chętnych do jazdy w play-offach, obszerne deficyty kadrowe mogą rodzić obawy. Jak chodzi o spotkanie w Częstochowie, uważam, że Wrocławianie przejdą przez nie suchą stopą. Sparta swój wynik oprze na Janowskim, Kowalskim, Kurtzie, solidnych juniorach, a nóż jeszcze Bech dołoży ważne oczka. Czy „Lwy” posiadają kogokolwiek, kto udowodnił, że stać go na regularne pokonywanie wymienionych wcześniej „Spartan” ? Otóż nie, przynajmniej moim zdaniem. Zawodnik z najlepszą średnią, Mads Hansen, ledwo przekracza 1,5 punktu na wyścig. Nie wykluczam, że gospodarze pierwszy i jedyny raz w sezonie dojadą do 40 oczek. Wszystko ponadto będzie dla mnie zaskoczeniem.
Stelmet Falubaz pojedzie bez Dominika Kubery, nie może stosować ZZ-ki, tkwi w sytuacji skrajnie podbramkowej. Ta sytuacja obliguje Zielonogórzan do pogodzenia się z myślą, że ten sezon to stracony rok przejściowy. Zwycięstwo gospodarzy mieści się w mojej głowie, aczkolwiek jest to perspektywa niewiarygodnie odległa. Co musiałoby się stać, by Fogo Unia Leszno wyjechała z W69 bez punktów. Oczywiście, „Byki” mają swoje problemy. Niemniej jednak wykluczam scenariusz, w którym każdy z trójki Zengota, Kołodziej, Rew, nie wybija się ponad tegoroczną przeciętność. Równolegle w Falubazie bezbłędni musieliby być liderzy, a i juniorzy potrzebowaliby nadprogramowych zdobyczy. Brzmi jak science fiction.
Jedni muszą (Motor, Pres), drudzy mogą (GKM, Stal)
Pres Toruń unika rażących wpadek, ale i wygrywa w sposób nieprzekonujący. „Anioły” muszą wskoczyć na nieco wyższy pułap własnych możliwości, bo na pierwszą czwórkę chętnych jest sześciu, co za tym idzie, sporą rolę mogą odgrywać punkty bonusowe. Na Motoarenę przyjeżdża rozochocona Stal. która w swoich szeregach posiada raczej zwolenników toruńskiego owalu. Wniosek jest prosty – na próżno oczekiwać zjawiska zwanego pogromem. „Anioły” przeważają siłą rażenia pierwszej linii. Nie tyle ze względu na jakość, co liczebność. Gorzowianie nie powinni odstawać, a wręcz mogą upatrywać swoich przewag wśród młodzieży. Choć faworytem są gospodarze, na dziś dzień obu zespołów nie dzieli sportowa przepaść.
Orlen Oil Motor wraca na Aleje Zygmuntowskie po dwóch porażkach, co nie często się zdarza. Fredrika Lindgrena wciąż nie ma. Do Lublina przyjeżdża lider z Grudziądza. Teoretycznie wszystko składa się na wyrównane spotkanie i oby w rzeczywistości takim się okazało. Intuicja podpowiada mi, że Orlen Oil Motor odniesie relatywnie pewne zwycięstwo. Po pierwsze porażająca jest domowa siła rażenia „Koziołków”. Po drugie, jeśli młodzież ma rekompensować brak Lindgena, to lepiej zrobi to u siebie, niżeli na wyjeździe. Trzecia kwestia, widzę dwa stosunkowo pewne punkty Bayersystem GKM-u (Jepsen Jensen oraz świetny poza domem Drabik), a to może być zbyt mały kapitał.
Ciekawie w Rzeszowie ; nóż na gardle Wilków
Sprowadzenie Klindta oraz zwycięstwo w Ostrowie pozwoliło INNPRO ROW-owi odetchnąć. O dodatkowy spokój w Rybniku dba również Polonia Piła, czy wspomniany Ostrów, gdzie ostatnimi czasy sporo bałaganu. „Rekiny” usadowiły się więc we względnie bezpiecznej przestrzeni. Podobnego komfortu, choć w kontekście miejsca w górnej połówce tabeli, potrzebują Cellfast Wilki. Droga do uspokojenia sytuacji na krośnieńskim morzu wiedzie przez ul. Gliwicką. Na papierze goście powinni zmieść gospodarzy z planszy. Z drugiej strony na papierze Luke Becker miał być liderem zespołu. Jak już przy Amerykaninie jesteśmy, eliminacje w Abensbergu pokazały, że nie zapomniał jazdy na żużlu. Co do reszty zespołu, uważam, że poziom sportowy każdego „Wilka” leży piętro wyżej od poziomu odpowiadającego mu „Rekina”. Stawiam na zwycięstwo gości.
„Żurawie” gremialnie skazywane są na pożarcie. Faktycznie, mało argumentów przemawia za Stalą. Tym najważniejszym zdaje się być fakt, że jak dotychczas „Gryfy” dystansują ligę, krocząc od zwycięstwa do zwycięstwa. Kolejną przesłanką jest często bezobjawowy atut domowej nawierzchni. Mimo przemawiającej za Bydgoszczą logiki, nie mam poczucia, że Rzeszów zostanie bezlitościwie rozjechany. Fajfera, czy Jensena stać na równorzędną walkę z liderami potentatów. Joshua Pickering pokazał w Pile, że z tej mąki może być chleb. Majewski oraz Borowiak nie zawodzą na domowym owalu. Być może moje wątpliwości brutalnie zweryfikuje niedzielne spotkanie. Nie wykluczam jednak scenariusza, wedle którego przy Hetmańskiej doświadczą wyrównanego boju.
ZAPRASZAM NA X ORAZ INSTAGRAMA 🔥



