Cisza przed burzą #7: XTB KSW 109, czyli gwarantowane grzmoty wysokich lotów

Niech nas nie zmyli fakt, że sobotnia gala to raczej studyjne, kameralne wydarzenie. Kiedy drzwi oktagonu zamkną się za Radosławem Paczuskim i Piotrem Kuberskim, w powietrzu unosić się będzie zapach nokautu. Ten zapach nie musi towarzyszyć tylko walce wieczoru. W moim mniemaniu większość zestawień XTB KSW 109 to fajerwerki skryte w dłoniach. Wystarczy je tylko i aż odpalić.

Start z wysokiego C

Galę w warszawskim ATM-ie otwiera starcie Michała Gniadego oraz Viktora Cervinskiego. „Kokos” po zwycięstwie na gali UNIC Fight Night, choć umówmy się, mało przekonujący był to triumf (Na bitewnym szlaku #7: Urodziny Unic Fight Club ; Babilon 52 ; wehikułem czasu do triumfu Maddaleny – Bezkres sportu). Czech wraca po bolesnej lekcji BJJ z rąk Adama Niedźwiedzia, mimo iż zwycięstwo miał przecież na wyciągnięcie ręki. Pojedynek zagadka, ale i być może starcie o przyszłość w federacji KSW. Szykuję się wyrównany bój, w którym wskazanie zwycięzcy na podstawie przesłanek innych niż intuicja, jest wyjątkowo ciężkie.

Druga walka wydarzenia to naprawdę zacny pojedynek kategorii średniej. Z jednej strony zaprawiony w ciężkich bojach Borys Dzikowski, z drugiej Van De Merckt, któremu Laid Zerhouni nie „zgotował” przesadnie miłego powitania w federacji. Dzikowski to zawodnik niewygodny w każdej płaszczyźnie, niekiedy może lekko nie skoordynowany, często „wyciągający z kieszeni” front kicki, chcący utrzymać dystans. W walce na chwyty też radzi sobie całkiem przyzwoicie, co unaoczniło starcie z Humburgerem. Van De Merckt nie dał fanom KSW obszernej próbki możliwości. Domniemam, że będzie chciał jednak zyskiwać inicjatywę, spychając Dzikowskiego pod siatkę, uwydatniając tym samym stójkowy background. Delikatnie przechylam szalę w kierunku Belga, choć nie ukrywam, że liczę na zwycięstwo Polaka.

Eduard Kexel, mimo porażki z Nahaye na gali w Lyonie, pokazał, że należy do grona klasowych fighterów. Muszę jednak przyznać, że mam pewną słabość do Josefa Stummera. Sądzę, że jego rekord i dotychczasowe poczynania w KSW, nie do końca dają wymiar jego wartości. Przeplata bardziej i mniej jakościowe występy, zaś w starciu z Kazieczko „cegiełkę do porażki dołożyła również wątpliwa kondycja. Stummer nieźle porusza się na nogach, jest celny, często wyprowadza wąskie ciosy, jego pięści ważą. Sądzę, że w sytuacji potencjalnego zagrożenia, Kexel zacznie imać się klinczu, może obaleń (na nogach rzecz jasna też gapą nie jest ), a siłą fizyczną nad Czechem powinien jednak przeważać. Mimo jednoznacznych kursów bukmacherskich, przekornie postawię na zawodnika z Liberca.

Oni zadbają o wysoki poziom emocji

Nie tak Bartosz Szewczyk wyobrażał sobie start w organizacji. Szybka i bolesna porażka z rąk „Damsyna”, a teraz wcale nie będzie łatwo. Szewczyk jest raczej szybkim jak na kategorię półciężką zawodnikiem, ma czym uderzyć, nie stroni od walki w kontakcie. Problem w tym, że na przeciwko stanie wytrawny kickboxer, szlifujący elementy wszechstylowej walki wręcz, w tym zapewne obronę przed sprowadzeniami. Kasperski dowiódł, że w pojedynkach nie traci głowy, potrafi wypełniać zarysowany plan taktyczny (patrz walki z Ducarem, czy Głowackim ), toteż nie szczególnie zdziwi mnie, jeśli na koniec jego ręka zostanie uniesiona ku górze.

Uwielbiam oglądać w klatce Oskara Szczepaniaka. Ten stan rzeczy oczywiście nie uległ zmianie po porażce z rąk „Miodożera”. Walka to była przednia, a w długiej perspektywie talent ze Szczecina może tylko na tym zyskać i budować. O popularnym „Skibie” krąży wiele legend z maty, które stawiają zawodnika Czerwonego Smoka w wyłącznie pozytywnym świetle. Kiedy Daniel Skibiński wkracza do klatki, mity jakby się ulatniają, a on sam nie prezentuje ostatnimi czasy pełnego wachlarzu własnych umiejętności. Domyślam się, że w starciu z młodym „Berserkerem” poszuka płaszczyzny parterowej. Pytanie, czy pozwoli mu na to Szczepaniak, który zapewne będzie lotny, kiwający, mieszający uderzenia. To właśnie jego stawiam w roli faworyta. Tym bardziej, że szczęka „Skiby” nie jest już „konstrukcją kamienną”.

Monikę Kucinic oraz Ewelinę Woźniak łączą zwycięstwa, kolejno z Sofią Bagishvili oraz Alexandrą Tonchevą. Przyznam, że o Słowence wiem niewiele. Zdecydowanie więcej powiedzieć mogę o Polce. Nie jest to zbyt profesjonalne, jeśli feruję wyroki, nie posiadając dostatecznej wiedzy w zakresie przedmiotu dyskusji. Mimo to pozwolę sobie na stwierdzenie, że o losy Eweliny Woźniak w tym starciu jestem dosyć spokojny.

Kumulacja grzmotów

Czas na decydujące takty ostatniego marszu Michała Michalskiego, marszu, na którego końcu znajduje się starcie o pas mistrzowski. Andi Vrtacic obrał kurs, który w swoim programie zakłada rozprawianie się z kolejnymi Polakami. Był Janur, Oniszczuk, krwawy bój z Kęsikiem, a teraz na jego drodze staje doświadczony wyjadacz zwany „Cukrem”. Nie widzę zbytniej możliwości, by to starcie nie miało ekscytującego charakteru. Michalski nie jest typem zawodnika obliczającego każdy swój ruch w oktagonie. Polak zwykł iść przed siebie, preferując ofensywę stójkową, rozpuszczając ciężkie pięści, w konsekwencji dawać zapadające w pamięć boje. Po Chorwacie spodziewam się poszukiwania luk, uchybień, przestrzeni do wyprowadzania czy to pojedynczych ciosów, czy obrotówek na korpus. Stawiam na Michalskiego, który jednak będzie musiał przełamać twardego Chorwata.

Piotra Kuberskiego oraz Radosława Paczuskiego wszyscy lub prawie wszyscy znamy, lubimy, szanujemy, a może i nawet podziwiamy. Spotyka się dwóch godnych naśladowania na wielu płaszczyznach, krzewiących wartościowe wzorce facetów, którzy w klatce stają się niebezpiecznymi „drapieżnikami”. W sobotę z pasem wyjdzie jednak tylko jeden i moim zdaniem większe szanse ma na to Piotr Kuberski. Spodziewam się Qbeara spokojnego, idącego do przodu, acz uważnego, metodycznego i efektownego zarazem, a w sytuacji rozpuszczenia „karabinów” – siejącego spustoszenie. Aktualny tymczasowy mistrz swoim movementem przypomina „niedźwiedzia” i nie sądzę, by coś w tej materii się zmieniło. Jeśli jednak zagrożenie ze strony Paczuskiego nadejdzie (co prawdopodobne), to nie wykluczam chęci zejścia do parteru. Wspomniany Radosław cechuje się tym, że potrafi skrupulatnie wypełniać plan taktyczny (patrz walka z Karskim, czy Kleberem), ale lubi również „zatańczyć” w rytm nasyconej fantazją bitki (walka z Laidem). Co na Kuberskiego przygotował Paczuski ? Sam jestem ciekaw. Choć więcej atutów wyróżnia zawodnika Ankosu (twarda szczęka, zabójczy instynkt, wielopłaszczyznowość), to absolutnie szans Paczuskiemu zabierać nie zamierzam. Niech się dzieje !

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry