Żużlowanie #10: Rybnickie kino akcji ; Motoarena jest piękna

Weekend bez odwołanych spotkań weekendem straconym. Mimo atmosferycznych wątków, doświadczyliśmy speedway’a wysokich lotów, choć jedną z głównych postaci meczu w Częstochowie była właśnie pogoda. Toruńska Motoarena nie pierwszy raz już „pokazała wdzięk”, racząc nas swoim dobrodziejstwem. W Rybniku mieliśmy do czynienia z niezłą komedią. Gezet Stal pokazała rywalom „środkowego Palucha”. W Ostrowie natomiast odbyła się „żużlowa rzeź”.

Gęsto w Rybniku

Miało być na styku, a skończyło się niezłym mantem. Stelmet Falubaz „odzyskał tlen”, a w zasadzie sam go sobie zapewnił. W Rybniku stanowili prawdziwy kolektyw. Mieć takiego rajdera, jak Damian Ratajczak, to prawdziwy skarb. O Pawlickim nie dodam niczego, czego nie powiedziałbym w ostatnich tygodniach. Wielki czas Przemysława (sposób, w jaki przejechał drugi łuk w piątej gonitwie – palce lizać). Rasmus Jensen ma powody do lekkiego uśmiechu, a i Jarosław Hampel nie ma się czego wstydzić.

Kiedy w INNPRO ROW-ie Rybniku nieśmiało wybrzmiewały echa nadziei, ten zdmuchnął je niczym świeczkę. Pierwsza sprawa, to przygotowanie toru. Beton do potęgi entej. Czy tego oczekują zawodnicy (oprócz Pedersena) ? Podobno tak, bowiem według prezesa Mrozka, nawierzchnia stanowiła wymiar potrzeb drużyny. Zrzucę na to zasłonę milczenia. Co się atmosfery tyczy, za przysłowiowego „konia trojańskiego” uważam Nickiego Pedersena. Dodaje kolorytu, jest oryginalny, wprowadza dynamikę i ekspresję, ale przy okazji niezwykle dewastuje szeregi własnego zespołu. Ja, postronny w tej sytuacji fan żużla, mogę się uśmiechnąć, oglądając „kuchnię meczu”. Dodam przy tym, że „bez Nickiego speedway nie będzie już taki sam”. Rybniczanie mają prawo mieć jednak inną optykę na tę sprawę. Teraz Piotr Żyto musi zważyć pewne dobra oraz zagrożenia. Raz lepsze, raz gorsze punkty Duńczyka, czy zgrana ekipa ?

Czy w Cze-wie powinni pojechać ?

Na powyższe pytanie odpowiadam: Uważam, że tak. Tego typu spotkania są wpisane w dyscyplinę o nazwie żużel. Jasne, jako lider światowego rynku, wyznacznik jakości, powinniśmy dążyć do jak najlepszych standardów korzystnie eksponujących produkt. Czasem niestety się nie da, a to dlatego, że mówimy o dyscyplinie żużlowej. Nie uważam jednocześnie, że utyskujący na stan toru zawodnicy, nie mieli prawa tego robić. Ryzykują oni w końcu swoim zdrowiem oraz życiem. Tak, czy siak umiejętność jazdy na wymagającej nawierzchni, to wciąż nieodłączny element tego rzemiosła. A że sumarycznie mieliśmy wątpliwej jakości mecz ? Cóż, this is speedway. Jeśli już przy kontrowersjach jestem, uważam, że czerwona kartka dla Bartłomieja Kowalskiego w pełni zasłużona.

Do sportu przechodząc, błysnął podopieczny managera Kasprzaka – Philip Hellstroem-Baengs, co specjalnie nie dziwi, biorąc pod uwagę „spartańskie warunki”. Zupełnie przyzwoity debiut zaliczył także młodszy brat Bena – Zach Cook. Gospodarze wygrali, bo lepiej wychodzili spod taśmy, ale przede wszystkim byli mniej osłabieni personalnie. Mecz w żaden sposób wymierny. „Spartanom” wypada życzyć szybkiego powrotu do zdrowia, bo póki co mogą utworzyć mały szpitalny oddział. Na szczęście mamy teraz dwa tygodnie przerwy.

Lanie w Ostrowie

Abramczyk Polonia przyjechała i siłą rozpędu zmiażdżyła Moonfin Malesę Ostrów. Zaskoczenie to małe, poza rozmiarami tejże właśnie victorii. Bydgoszcz równa, kolektywna, efektywna, bardzo dobra najprościej ujmując. Zwrócić uwagę i odnotować muszę świetną dyspozycję Kaia Huckenbecka. Dwa ostatnie mecz = dwa czyste komplety. Ostrów z problemami, które można było przewidzieć, tyle że te zmartwienia podniesione do kwadratu. Największym z nich strata Luke’a Beckera, czyli człowieka, na którym można było opierać siłę zespołu. Amerykanin zapoczątkował swój zdecydowanie najlepszy sezon w karierze, kiedy jego dyspozycję w ciemno można było uznawać za pewnik, a drzwi ekstraligowych bram rozpościerały ciekawą wizję przyszłości. Tym bardziej ta strata jest dla zespołu dotkliwa.

Mocny u siebie Gorzów ; Mocny u siebie Toruń

Gezet Stal wróciła zza światów i to w całkiem niezłym stylu. To spotkanie dowiodło, jak ważny przy obecnej konstrukcji zespołu (pochylałem się nad tym problemem w poprzednich publikacjach), jest Oskar Paluch. Dla niego samego mecz z pewnością ważny, by przełamać passę nieudanych występów. To zadanie wykonał z nawiązką. O ile na względnie odpowiednie tory powrócił Martin Vaculik, tak szukającym pozostaje Anders Thomsen. Duńczyka raz po raz dotyka ciekawa tendencja, na podstawie której gaśnie z biegiem trwania meczu. Wśród gości w kryzysie pogrąża się Max Fricke, czarujący pozostaje kapitalny „Liglad”, zaś Lidsey zupełnie przeszedł niezauważony obok spotkania. Podejrzewam, że on jednak swoją nieobecność zauważy, kiedy nie przyjdzie mu wystawić faktury za niedzielne spotkanie. Niby te zwaśnione krainy lubuskiego się nienawidzą, ale gorzowska Stal pomocną dłoń „Myszom” podała.

Piotr Baron przywrócił blask Motoarenie. Aż chce się oglądać rozgrywane w Toruniu „spektakle”. A jeśli obsadza się je w dodatku tak wspaniałymi aktorami, to pozostaje wyłącznie przyklasnąć. Bartosz Zmarzlik był wczoraj kosmitą. W sposób szalony nabierał prędkości, po czym przemierzał najdłuższe proste świata. To wszystko z taką werwą, gracją, determinacją, wylewającą się ambicją, a co najbardziej godne podziwu – w sposób kontrolowany. Namacalny dowód, dlaczego Zmarzlik jest pięciokrotnym mistrzem świata. Wśród gospodarzy szczególne słowa uznania dla Patryka Dudka. On jednak postawił na torpedowe starty, co w tym sezonie realizuje, jak nikt inny. Patrząc holistycznie, Pres Toruń jest i będzie bardzo mocny w domu, zaś Orlen Oil Motor recepty na Motoarenę wciąż znaleźć nie może.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry