
Zauważyłem pewną prawidłowość. Strzelając FC Barcelonie dwie bramki, budzisz „katalońskiego lwa”, naoliwiasz „maszynę Flicka”, sprawiasz że, co paradoksalne, niedługo stracisz wysokie morale. W Newcastle triumfowali gospodarze, triumfowali w sposób okazały. O tym i o innych wydarzeniach weekendu (a działo się sporo) w kolejnej „Zawsze skutecznej analizie wstecznej”.
Newcastle powoli wita się z gąską
Ciężko jest złożyć puzzle, jeśli z roku na rok wymieniana jest ich tak duża ilość. Sezon Chelsea Londyn pod wodzą Enzo Maresci będzie oceniony pozytywnie, jeśli ta znajdzie się w przyszłorocznej Lidze Mistrzów. W innym wypadku, nawet potencjalny triumf w Lidze Konferencji Europy może okazać się zbyt małą kartą przetargową. Rzecz w tym, że moim zdaniem okresem przejściowym była kampania 2022/23. Rok temu Mauricio Pochettino miał nadać projektowi pewną agendę, kierunek i kształt. Z tym wyszło, jak wyszło, a na karuzelę wskoczył Maresca. Oczekiwania i chęć ponownego zaistnienia w ścisłej czołówce trzeba przyznać spore. Z drugiej strony, co z tego, że kadra personalna mniej więcej się stabilizuje, skoro jej zarządca/kapitan znów się zmienia. Był taki moment, że „The Blues” kręcili się w okolicach pierwszej pozycji. Spadek na ziemię był jednak bolesny i dobitny. Skupmy się na tym, co tu i teraz. Londyńczycy są piąci i przewodzą peletonowi chętnych na to miejsce, ale o żadnym bezpieczeństwie mowy nie ma. W niedzielne południe z pewnością sobie nie pomogli.
Od początku tempo gry dyktowało napędzone Newcastle Eddiego Howe’a. Strzelanie rozpoczęli bardzo szybko, a konkretnie Sandro Tonali. Kontrolowali przebieg meczu, nie dopuszczali gości do swojej bramki, nerwowości praktycznie żadnej, a wręcz świadomość i przekonanie o własnej wyższości. Co zrobił Jackson pod koniec pierwszej części, to najpewniej wie tylko on sam. Kompletnie niepotrzebne, nieodpowiedzialne zachowanie, nie pozostające zresztą bez konsekwencji. W drugiej połowie „The Blues” chciało gonić, ale w kluczowych momentach na straży stał dobrze dysponowany Nick Pope. Na 2-0 dołożył jeszcze finezyjnie Bruno Guimaraes ( z małą pomocą rykoszetu ) i było po zawodach. Mimo zwycięstwa „sroki” muszą mieć się na baczności. Szkoda byłoby się wyłożyć przed samą metą, a najbliższy mecz (z Arsenalem) do najłatwiejszych nie należy.
Real znów na kolanach
To nie jest łatwy rok dla kibiców „Królewskich”. Bilans klasyków 0:4 ; bilans bramek w tych klasykach 7:16. Brzmi zatrważająco, brzmi boleśnie. W niedzielę przystąpili do kolejnej misji pod tytułem „oszukać przeznaczenie”. Jak wskazuje sformułowanie, misja okazała się być tą z gatunku „impossible”. Jakże ten triumf Interu zyskuje na wartości, jeśli uświadomimy sobie, jakiego potwora wyhodował Hansi Flick.
Dla ekipy Ancelottiego zaczęło się dobrze, nawet bardzo. Kylian Mbappe był tym, kim ma być przez najbliższe długie lata – znakiem rozpoznawczym Realu, jego budulcem oraz filarem. I co z tego proszę państwa ? Barca odliczyła do czterech, a w Madrycie mogli pomyśleć, że to zły sen. Błąd Vazqueza przy jednej z bramek naprowadza myśl, że być może faktycznie myślami byli gdzieś indziej. O Barcelonie wyprodukowałem już tyle pozytywnych słów, że ciężko o coś odkrywczego. „Duma Katalonii” jeszcze dziś może zapewnić sobie tytuł.
Nie uciekniemy od podwójnych standardów sędziowskich i różnorakich interpretacji związanych z konkretnymi sytuacjami. Jeśli w wydarzeniu, kiedy Tchouameni został trafiony w rękę, która powiększała obrys ciała, nie powinno być „jedenastki’, to ja chyba nie rozumiem futbolu.
Co więcej w trawie piszczy ?
W hicie na Anfield remis, w tabeli ścisk, zaś z sił delikatnie opadło Nottingham. Mimo to, jeszcze nie wszystko stracone. Kluczowe zdaje się być ostatnie spotkanie z Chelsea.
Do Champions League powraca Marsylia Roberto De Zerbiego. Jeśli mowa o Francji, to będzie tam trwała niezła jatka o czwartą lokatę, dającą możliwość startu w eliminacjach Ligi Mistrzów.
We Włoszech naprawdę jeszcze sporo kwestii do wyjaśnienia. Spokojna może być Atalanta, pewna trzeciego miejsca. Scudetto wciąż w grze, podobnie upragniona czwarta lokata, nie inaczej potencjalne utrzymanie. Jest o co grać.
W Polsce też mieliśmy swój klasyk i jak to często z nim bywa, nie przyniósł wielu bramkowych owoców. Ali Gholizadeh przybliżył Lech do powrotu na szczyt. To jednak Ekstraklasa, pozostały dwie kolejki, branie czegokolwiek za pewnik obarczone jest sporym ryzykiem. Tonęła ostatnimi czasy Jagiellonia Adriana Siemieńca, ale w ostatniej chwili złapała powietrze i praktycznie zapewniła sobie start w europejskich pucharach. Czyli można łączyć granie na kilku frontach, choć niekiedy jest to ciężkie. Komplet spadkowiczów też jest już znany.
W sobotę kończymy sezon w Bundeslidze. Z tego miejsca już teraz zapraszam na przyszłotygodniowy „Top-Spiele”, podsumowujący kampanię 2024/2025 !


