
Udana to była noc dla fanów polskiego MMA. Michał Oleksiejczuk „odwrócił kartę” i wrócił na zwycięski szlak. O tym trochę więcej w dalszym ciągu. Ponadto na szczyt kategorii piórkowej zawitał ponownie Alexander Volkanowski. Paddy Pimblet nie przysporzył satysfakcji swoim licznym krytykom, pokonując Michaela Chandlera i zdobywając tym samym bardzo wartościowy skalp (choć już lekko podstarzały ).
„Polska gurom”
Przed tym pojedynkiem, „Husarz” sporo zmienił w swojej metodyce treningowej. Można powiedzieć, że diametralnie przedefinował życie, przechodząc w Brazylii cały okres przygotowawczy. Czy przekonało go do tego ruchu ostatnie pasmo porażek ? Poniekąd pewnie tak. Wybór miejsca nieoczywisty, wręcz egzotyczny. Trzeba jednak podkreślić, że „The fighting nerds” to już bardzo poważny gracz na rynku światowego MMA. Nie chciałbym być teraz złośliwy, natomiast uważam że bracia Oleksiejczuk zrobili dobry krok, wychodząc ze słynnej „szopy” i szukając rozwoju w słonecznej Brazylii.
W nocy Michał mierzył się z Sedriquesem Dumasem. Muszę przyznać, że zawodnikiem MMA pewnie nie jest tak imponującym, jak imponujący jest jego rekord kryminalny. Wracając jednak do warstwy sportowej sensu stricto, „Husarz” był wczoraj spokojny, zmieniał tempo, w swoim stylu mieszał płaszczyzny uderzeń, szukał z pozycji mańkuta lewego sierpa, którego zresztą w końcu znalazł. „Husarz” upolował zdobycz i wraca na tarczy. Mimo ostatnich porażek (bądź co bądź z klasowymi zawodnikami), organizacja wciąż ceni Oleksiejczuka, a po tej walce ten stan rzeczy z pewnością nie ulegnie zmianie. Dobrze jest widzieć przyzwoity początek roku w wykonaniu rodaków.
„Stare proce jeszcze trzeszczą” ( to w sumie zależy )
Fale i doliny przeżywa Dominick Reyes w swojej karierze. Teraz udowadnia, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa, jeszcze ma coś do zaoferowania. Po serii naprawdę bolesnych porażek, okropnej kontuzji (zakrzepica żył głębokich), Amerykanin dla wielu może stanowić wielką inspirację. Wczoraj w iście efektownym stylu posłał na deski wracającego do klatki Krylova, serwując mu dewastujący lewy krzyżowy ze wstecznego. Tym samym Reyes wraca do gry o najwyższe cele. Może rewanż z Janem Błąchowiczem ? Pożyjemy, zobaczymy.
Gwiazda Paddiego Pimbletta zaczyna świecić pełnią blasku, choć wielu się to pewnie nie podoba. Takie są jednak fakty. „Baddy” udowodnił, że kreowanie go na gwiazdę federacji ma merytoryczne podstawy. Kiedy Chandler próbował zaprzęgać zapasy, Anglik zadawał ciosy. Z czasem trwania walki, a szczególnie przy jej końcowych akordach, pojedynek przerodził się w dewastację. Godny aprobaty performance Pimbletta. Zastanawia mnie tylko, co w pierwszej dziesiątce rankingu dalej robi Michael Chandler. Z całym szacunkiem dla jego bogatej kariery i widowiskowych starć, których był współautorem – fakty są nieubłagane. Z siedmiu starć dla amerykańskiego potentata wygrał pięć, w tym jedną z rozmieniającym się na drobne Tony Fergusonem. W tym wypadku „proca już chyba powoli przestaje trzeszczeć”.
Obawiałem się, że po dotkliwych nokautach od Topurii, czy Makhacheva, Volkanowski „stracił sportową duszą”. Coś podobnego do przypadku Israela Adesanyi. Nic bardziej mylnego. Powstał jak Feniks z popiołów. Sprytny, niezwykle szybki, wyrachowany, błyskotliwy – taki był wczoraj stary i nowy zarazem mistrz kategorii piórkowej. Nie powiem, że był nieuchwytny, bo byłoby to krzywdzące w stosunku do Lopesa. Prawdziwych championów poznaje się jednak po tym, że potrafią wyjść z opresji. Niech żyje Król !
Na koniec zdań kilka w gwoli uzupełnienia. Jean Silva kontynuuje spacer po zwycięskim szlaku. Co najważniejsze „nerd z Brazylii” robi to w sposób zjawiskowy, siejący spustoszenie. Maestro z Meksyku – Yair Rodriguez nie dał z kolei szans nowemu nabytkowi UFC, acz niezwykle doświadczonemu mistrzowi – Patricio Freire.


