Czas mistrzów #4: Barca gromi ; (Rice)nal miażdży ; Inter wygrywa (+LKE)

Choć jesteśmy na półmetku ćwierćfinałów Ligi Mistrzów, część rozstrzygnięć pozostaje formalnością (przynajmniej jedno). Fc Barcelona urządziła sobie swoisty trening strzelecki. Arsenal z tupetem zrzucił koronę z głowy „Królewskich. Sprytny Inter pokonał Bayern na Allianz Arenie. PSG kontynuuje swój imponujący marsz. Czas więc na małą publicystyczną reasumpcję minionych wydarzeń.

Poezja piłkarska Declana Rice’a

Wiele można było się spodziewać, ale nie tego, że Arsenal w sposób brutalny sprowadzi Real do parteru. Londyńczycy we wtorek czuli się jak ryby w wodzie. Wśród Madrytczyków brakowało organizacji gry, konceptu, a i indywidualności nie potrafiły świecić pełnią blasku. O ile w pierwszej części Real próbował zdziałać cokolwiek użytecznego, tak potem z biegiem czasu zwalniali scenę oponentom. Myślę, że rozdział pod tytułem „Mariaż z Carlo Ancelottim” zbliża się ku końcowi. Świadczą o tym nie tyle wyniki, co brak rozwoju, stagnacja, zbyt duże wahania formy i podatność na wpadki. Z takim zestawieniem osobowym ta drużyna jest w stanie fruwać po boisku, a tak walory estetyczne czasem bywają zaburzone, na skutek czego Real przypomina niekiedy zlepek wybitnych jednostek. Z Arsenalem uwypukliły się również problemy w defensywie. Niech nie myli fakt dwóch zdobyczy z rzutów wolnych. Sytuacji było sporo, lecz przeszkodą okazywał się być świetny Courtois.

Cóż ten Declan Rice najlepszego zrobił. Majstersztyk sensu stricto. Namacalna definicja nowoczesnego defensywnego pomocnika, który nie tylko „kosi trawę”, ale i „sadzi kwiaty”. Tak majestatycznych uderzeń nie powstydziłby się Lionel Messi. Brawa dla Arsenalu, gdyż wznieśli się na wyżyny absolutne. Lekceważyć Realu nigdy jednak nie można. W tym wypadku nawet 3-0 stanowi niebezpieczny wynik.

Przebiegły jak lis Inter

W skrócie to było tak. Kiedy Bayern bezużytecznie grał po obwodzie, to Inter kilkoma podaniami doprowadzał do sytuacji bramkowych. Nie chcę być wobec Bawarczyków być aż tak krytyczny, jak wskazywałoby na to wcześniejsze zdanie. Monachijczycy mieli swoje szanse, lecz czasem spotykało ich nieszczęście. Tym nieszczęściem był dobrze dysponowany Yann Sommer. Na usprawiedliwienie Niemców dodam, że kontuzje uniemożliwiły Vincentowi Kompanemu optymalną selekcję w strefie obrony. Niemniej jednak docenić trzeba Inter. Byli konkretni trzeba przyznać. Działali szybko i skutecznie. Barella swoimi wertykalnymi zagraniami przeszywał szeregi i otwierał przestrzenie. Świetne spotkanie zagrał również Carlos Augusto. Piłka wciąż w grze, sytuacja otwarta, choć bliżej euforii w Mediolanie.

Rzeź niewiniątek na Montjuic

Czy jako kibic BVB przeżyłem wczoraj dramat ? Raczej nie, gdyż byłem przygotowany na taki rozwój spraw. Na ten czas obie drużyny dzieli astronomiczna przepaść, inny moment, pułap, zawieszona poprzeczka. Kiedy BVB drży o przyszłoroczny byt w europejskich pucharach i próbuje podnieść się po głęboko sięgającym rozkładzie w trakcie trwania tego sezonu, Barcelona kroczy w obranym przez siebie kierunku trofeów/tytułów. W czasie pierwszych dwóch kwadransów piłkarze Borussi przypominali dzieci, które zgubiły się w wesołym miasteczku. Potem nie było wiele lepiej. Ciężko dzielić to spotkanie na odrębne wątki. Różnica klas – tylko i aż tyle. Gorycz porażki osładza mi błysk Polaków w barwach „Dumy Katalonii”. Ten błysk wczoraj szczególnie dotyczył Roberta Lewandowskiego.

Legia i Jaga w Europie

Nie będę omawiał, komentował, analizował dzisiejszych spotkań. Dla Legii, czy Jagielloni już sama możliwość zmierzenia się z drużynami pokroju Chelsea, a także Realu Betis, stanowiła swego rodzaju nobilitację. Patrząc na rezultat ekipy z Podlasia można mieć jeszcze złudne nadzieje. Z racjonalnego punktu widzenia, polskie drużyny za tydzień pożegnają się z Ligą Konferencji. Mimo wszystko, należy docenić postawę wspomnianych ekip w trwającej kampanii. Leży mi na sercu dobro polskiej piłki, a Legia i Jagiellonia jako reprezentanci kraju na arenie międzynarodowej w stu procentach wywiązali się z powierzonych zadań. Niech świadczy o tym awans w rankingu ligowym, dzięki któremu od 2026 roku będziemy mogli wystawić dwie drużyny w eliminacjach Ligi Mistrzów. Dziś cudu nie było. Estetyki w tych porażkach również zbyt wiele nie doświadczyliśmy. Nie powinno to jednak zamazywać pozytywnego wkładu obu klubów, który wniosły do rzeczywistości.

Jasne, możemy teraz narzekać, że Liga Konferencji to rozgrywki skrojone pod nasze realia ; że gdyby nie one, pewnie nie istnielibyśmy na piłkarskiej mapie Europy. Być może istotnie tak jest, nie zamierzam się tego wypierać. Ciężko podważyć jednak fakt, że polski futbol klubowy powoli toczy się pod górę, a przez lata obecne pojęcie eurowpierdolu zaczyna odchodzić do lamusa.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry