Zawsze skuteczna analiza wsteczna #7: Karuzela na Villa Park ; w Rzymie bez szału

Wczoraj miały być wykwintne dania, a wyszły takie flaki z olejem prawdę powiedziawszy. Nie jest jednak tak nieurodzajnie, jakby się mogło wydawać. W sobotę do stołu podano całkiem smaczny posiłek, konkretniej mówiąc mecz na Villa Park. Niektóre kwestie na kilku frontach już są jasne, ale wiele pozostaje jeszcze do rozwiązania. Jak co tydzień, przyjrzyjmy się więc kilku ostatnim wydarzeniom na piłkarskiej arenie międzynarodowej.

Karuzela w Birmingham

Drużyna Nuno Espirito Santo to bezapelacyjnie wielkie objawienie tego sezonu Premier League. Nawet jeśli ich miejsce w ligowym zestawieniu wynika poniekąd ze słabości gigantów, to i tak ich aktualną trzecią pozycję należy docenić. Brak kompleksów, bezpośredni styl gry, solidna defensywa, a przede wszystkim zabójcza skuteczność. To wyróżniki, które mam wrażenie charakteryzują Nottingham. Nie oglądam często spotkań Forest, a wręcz incydentalnie ( w zasadzie bieg tego sezonu mnie zachęcił), jednak myślę, że mój opis nie odbiega znacząco od stanu faktycznego. Pamiętam moment, kiedy awansowali do Premier League, czego następstwem było regularne przeprowadzanie horrendalnej liczby transferów. W końcu zbudowali fundament, znaleźli „żołnierzy”, cyklicznie uzupełniają ogniwa i z przysłowiowego zlepka stali się drużyną. Ta drużyna nawiązuje do pięknych momentów historii Nottingham Forest.

Aston Villa po poprzedniej udanej kampanii stała się ekipą, od której oczekuje się określonych standardów i wyników. Łączenie gry w lidze oraz Champions League dotychczas wychodziło im różnie. Koniec końców sytuacja wyjściowa nie jest zła, bowiem na tapecie ćwierćfinał z PSG, a także ligowa batalia o pierwszą czwórkę. Do tego dochodzi z pewnością efektowne, ale jak się okazało również i efektywne zimowe okienko transferowe. Dzięki niemu w kontekście Aston Villi możemy mówić o imponującej głębi składu, tak zwanej kołdrze.

W sobotę wypadało tylko zapiąć pasy i przygotować się na jazdę bez trzymanki. Widowisko kapitalne, choć okraszone tylko trzema bramkami. Lepszego początku Villa wymarzyć sobie nie mogła. Dwie bramki w trzy minuty, jedna zainicjowana przez byłych zawodników BVB – Maatsena i Malena. Po świetnym początku siłą rzeczy Emery i spółka zrezygnowali z szaleńczych ataków. Znaki ostrzegawcze wysłali minimalnie pudłujący Elanga, czy Hudson-Odoi. Druga część to istne szaleństwo i ciągły przyspieszony ruch wahadłowy. Nottingham nie miało nic do stracenia, toteż zwolnili hamulce. Villa chciała być siłą przeciwstawną dla szturmu zafundowanego przez rywali. Unai Emery na ławce przeżywał coś na kształt „szewskiej pasji”. Takie mecze chce się oglądać i pochłaniać. Prawdziwe kino absolutne.

Roma z Juve na remis

Przez różne stany i realia przechodzą oba kluby w bieżących rozgrywkach. Igor Tudor objął tonący statek o nazwie Juventus. Claudio Ranieri przeprowadził obiecującą akcję ratunkową, jak chodzi o AS Romę. Podczas kadencji doświadczonego Włocha wyniki drużyny ze Stadio Olimipico gwałtownie poszybowały w górę. Jeśli sezon rozpocząłby się 15 kolejek temu, Roma byłaby liderem rozgrywek. No, ale gdybać to ja sobie mogę. Chcę uwydatnić fakt, że pragmatyczny styl Rzymian zakładający raczej bezsporne oddawanie piłki rywalowi, póki co zdaje egzamin. Tudor z kolei rozpoczął pracę bardzo niedawno i ciężko cokolwiek powiedzieć. Możemy zaobserwować, że zmienił system gry Juve, przechodząc na trójkę z tyłu. Póki co, nie należy jeszcze wyciągać daleko idących wniosków

Wczoraj teoretyczna przewaga zarysowała się po stronie Juventusu. Szczególnie, jeśli mowa o pierwszej połowie. Bomba Locatellego mogła się podobać, tak jak zresztą jedna z interwencji Svilara po strzale głową bodajże Vlahovicia. Z drugiej strony boiska wrażenie wywarła na mnie koronkowa gra na jeden kontakt El-Shaarawiego, Dovbyka i Cristante. Niezłą zmianę dał Shomurodov, co zresztą odzwierciedla jego bramka. A potem już było gorzej, jeśli mowa o walorach estetycznych. Wątpliwej jakości przyjemność. Jednym słowem, na kolana ten mecz mnie nie rzucił. W tabeli za to dzieje się sporo. Na miejscach 3-8 ścisk jak diabli. A wieczorem jeszcze zetrą się siły z Bolognii i Neapolu, wieńcząc 31 serię gier.

W innych świata stronach

W Polsce mały impas zalicza Jaga. Legia wreszcie wygrała na wyjeździe. Pogoń pod wodzą Kolourisa zmiażdżyła GKS. Raków zaś ma szansę wyposażyć się w niezłą zaliczkę punktową przed depczącym po piętach Lechem.

Potknął się Real, co tylko w małym stopniu wykorzystała Barcelona. Mimo to, jestem dziwnie spokojny o postawę „Królewskich” w starciu z Arsenalem. Nie specjalnie kogokolwiek powinno to dziwić, wszak Real = Champions League. Tego równania powinni uczyć w szkołach. Nie odbieram szans londyńczykom, a nawet życzę im sukcesu, ale sami rozumiecie…

W derbach Manchesteru było najzwyczajniej w świecie nudno i minimalistycznie. Mdło i bez wyrazu. I nie bedę nic szczególnego w tym kontekście dodawał.

Tak jak we Włoszech, podobnie we Francji, Anglii, i Niemczech. Walka o miejsca premiowane grą w przyszłorocznej Lidze Mistrzów trwa w najlepsze. Mam wrażenie, że co tydzień piszę ten sam lub podobny frazes. W razie co, proszę mi wybaczyć. To oznaka, że nie wszystko jasne i jeszcze będzie się działo.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry