Top-spiele #5: Ciekawie w Mainz ; szaleństwo w Stuttgarcie ; BVB znów na kolanach

Jak w całej Europie, tak i w Bundeslidze byliśmy świadkami kilku hitowych spotkań. Obserwowaliśmy całkiem zacne widowisko w Moguncji. Rb Lipsk wraz z Borussią Dortmund zaserwowali mecz pełen sprzeczności. Na deser Stuttgart z Leverkusen zabrali nas na prawdziwą jazdę bez trzymanki. Oto 26 kolejka niemieckich rozgrywek.

FSV Mainz na remis

Nie będzie wielkim nadużyciem z mojej strony, jeśli spotkanie miejscowej Moguncji z Freiburgiem nazwę hitem minionej kolejki, a przynajmniej jednym z nich. Przedmeczowy obraz spotkania rysował się tak, że drużyna Juliana Schustera raczej powinna skupić się na realizowaniu zadań defensywnych. Życie wolało pisać jednak inne scenariusze, w związku z czym rzeczywistość obdarzyła nas intrygującą wymianą ciosów. Duża w tym zasługa Dominika Kohra, który jeszcze w pierwszej połowie wyleciał z murawy. Obie drużyny, z początku zachowawcze, pragmatyczne, w końcu zwolniły hamulce. I bardzo dobrze. Jeszcze przed czerwoną kartką, w polu karnym świetnie znalazł się Burkardt. Po przerwie szturm przeprowadził Freiburg, zdobywając przy tym tylko jedną bramkę. Mówię tylko, gdyż na szczególne słowa uznania zasługuje Robin Zentner, który „latał” w obrębie bramki. Póżniej obie drużyny „dały sobie jeszcze po razie”, w konsekwencji dzieląc się punktami. Wynik w moim mniemaniu sprawiedliwy.

Patrząc na zespół trenera Henriksena, nie sposób zauważyć, że „jest na fali”. Nie uwydatniają się ograniczenia, które niewątpliwie ta kadra ma. Gra wygląda płynnie, pozostająć w terminologii wodnej. Morale zdają się być na niezwykle wysokim poziomie, a każdy w tym klubie chyba powinien powoli dostrzegać cel o nazwie pierwsza czwórka, choć droga wciąż daleka. We Freiburgu spokój raczej nie został zachwiany, mimo iż zburzona została niepokonana przez 6 kolejnych spotkań defensywa.

Lipsk łapie oddech

Określiłbym ten mecz mianem takiego, w którym każda z drużyn potrzebowała punktów jak tlenu. W pierwszej części błyszczał Lipsk, podczas gdy BVB było najzwyczajniej aktualną wersją samej siebie. Epitetami rzucać nie zamierzam, bowiem robiłem to już kilka razy w poprzednich publikacjach. Po rozpoczęciu drugiej odsłony, Openda podwyższył wynik urodziwym wolejem. A potem miało miejsce kino absolutne. Lipsk obudował się w defensywie. Borussia przypomniała sobie, że może grać w piłkę, prezentując odsłonę podobną do tej z Lille, czyli bardzo dobrą. Co z tego, skoro sytuację na potęgę marnowali Gross, Beier, czy Guirassy, a w zjawiskowej dyspozycji znajdował się Peter Gulacsi. Jasne, zwolennicy BVB, w tym również i ja mogą utyskiwać na rzeczywistość, artykułując fakt, że rezultat jest niesprawiedliwy. Na koniec dnia niestety nie ma to żadnego znaczenia, Lipsk dopisuje 3 punkty, BVB kolejny raz na kolanach.

Marcin Borzęcki w magazynie dla Viaplay użył sformułowania, że był to bardzo logiczny mecz, logicznie nielogiczny. Podpisuję się pod tym dwiema rękami, w rzeczy samej tak było. Dzięki zwycięstwu, Marco Rose zyskuje czas, a być może tylko opóźnia wyrok. Borussia zdaje się ostatecznie wypisywać z walki o Ligę Mistrzów, co specjalnie dziwić nie może. W tym wypadku sytuacja jest sprawiedliwa. BVB swoimi błagającymi o litość ligowymi występami zwyczajnie nie zasługuje na pierwszą czwórkę.

Rollercoaster na MHP Arena

Przyznam szczerze, nie oglądałem tego spotkania na żywo i jest co żałować. Prawdziwa gratka, promocja Bundesligi w namacalnym tego słowa znaczeniu. Z jednej strony Stuttgart, który nie potrafi doprowadzać spraw do końca, ciężko u nich ostatnimi czasy o stałą intensywność na przestrzeni całego spotkania. Można rozpływać się nad projektem Sebastiana Hoenessa, co zresztą czyniłem nie raz. Jednocześnie należy podkreślić fakt, że kolejny raz wypuszczają z garści zdobycz. „Plucie w brodę”, to w tym wypadku wskazana czynność.

Bayerowi to zwycięstwo było potrzebne po sowitym łomocie od monachijczyków. Niech świadczą o tym żywiołowe reakcje Xabiego Alonso i spółki. Oglądając końcówkę tego spektaklu, w głowie pojawiają się obrazki z tamtego sezonu. Ile bowiem razy Leverkusen potrafiło wówczas przechylać szalę na swoją korzyść w doliczonym czasie gry. Nastroje podsyca remis Bayernu w Berlinie. Choć wskazałbym tutaj sceptycyzm i racjonalizm, ciekawy finish rozgrywek wcale nie jest wykluczony.

Zaciekła walka o utrzymanie

Bochum się potyka, Heidenheim wygrywa z Holstein Kiel. Patrząc na drużynę Franka Schmidta, wartości nabiera trywializm, że drugi sezon beniaminka jest zawsze najgorszy. W zeszłym sezonie Heidenheim było objawieniem. Awansowali do europejskich pucharów, a na salony prowadził ich tercet – Beste, Kleindienst, Dinkci. Teraz wspomnianej trójki już nie ma, a Liga Konferencji mogła dołożyć cegiełkę do aktualnych ciężkich realiów. Sezon 2024/25 dla drużyny Schmidta rozpoczął się obiecująco, a potem była już tylko równia pochyła. Zwycięstwo z Holstein daje nadzieję na ligowy byt. Walka o baraże trwa i trwać będzie. Ekipy z miejsc 16-18 dzielą zaledwie 3 punkty.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry